Drugi międzynarodowy

DRUGI MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL ILUZJI 52 14-15.09.2019 – Stary Rynek / plac Wolności (wstęp wolny) 21-22.09.2019 – Scena na Piętrze (bilety Drugi Międzynarodowy Zlot Miłośników Militariów. ENIGMA 2019 To druga edycja Tak NIESAMOWITEGO i WYJĄTKOWEGO Wydarzenia, które w 2018 roku zatrzęsło całą ziemią Trzebińską !!! W tym roku ENIGMA to nowe miejsce i nowe jeszcze większe możliwości !!! Tak więc 6 i 7 lipiec 2019 to czas, który rezerwujcie wszyscy już teraz aby ... Międzynarodowy pakt praw obywatelskich i politycznych – traktat uchwalony w wyniku konferencji ONZ w Nowym Jorku, na mocy rezolucji Zgromadzenia Ogólnego nr 2200A z 16 grudnia 1966 roku[1]. Wszedł w życie 23 marca 1976 roku. Obok Międzynarodowego paktu praw gospodarczych, społecznych i kulturalnych, zapewnia podstawowe prawa i wolności człowieka oraz zobowiązania państwa wobec ... Teatry z Rumunii, Litwy, Bułgarii i Polski wezmą udział w 2. Międzynarodowym Festiwalu TRANS/MISJE – Wschód Sztuki, który rozpocznie się w czwartek w Rzeszowie. W programie znajdą się spektakle, wystawy, teatr tańca i widowisko plenerowe. Impreza potrwa do niedzieli. Jak zauważyła ... IX Międzynarodowy Festiwal Artystów Ulicznych i Precyzji - dzień drugi (zdjęcia) 2020-08-31 Chcemy, żeby portal CoZaDzien.pl był miejscem wymiany opinii dla wszystkich mieszkańców Radomia i ziemi radomskiej. Na stacji PKP, w niewielkiej 12-tysięcznej miejscowości Brzeszcze, zatrzymuje się od niedawna międzynarodowy pociąg, jadący do Pragi, Wiednia i Budapesztu. Dziwnym trafem kilka kilometrów od peronu stoi dom rodzinny Beaty Szydło. Czy to przypadek? Wręcz przeciwnie, decyzja jest przejawem stosowanej od lat polityki PKP, która chwyta się wszelkich możliwych sposobów na znalezienie ... Miliony ludzi na całym świecie wspólnie ćwiczą we wtorek jogę, obchodząc drugi Międzynarodowy Dzień Jogi. W Indiach do wspólnych ćwiczeń dołączył premier Narendra Modi, zagorzały miłośnik jogi. Enigma 2019. Drugi Międzynarodowy Zlot Miłośników Militariów odbędzie się w dniach 6-7 lipca 2019 r. Gdzie i kiedy? Miejsce: ul. Kopalniana 2, 32-540 Trzebinia Data i godzina: 6-7 lipca 2019 r. Szczegóły: facebook.com Kalendarz i mapa wydarzeń historycznych Zobacz więcej ciekawych wydarzeń historycznych w naszym kalendarzu, w którym zebraliśmy mnóstwo informacji o terminach ... 242 Drugi Międzynarodowy Festiwal Tkaniny Artystycznej. star_border. add Your note create

ZAGADNIENIE ŻYDOWSKIE

2018.12.21 23:59 Gazetawarszawska ZAGADNIENIE ŻYDOWSKIE

Szczytem zaś wszystkiego jest odezwa Franka, przywódcy żydowskiej sekty mechesów.
Ten to żyd turecki w swej odezwie z 1755 roku do ży­dów w Polsce, tak charakteryzował kraj i ludność polską:
„A szlachta polska, czego nam właśnie trzeba, jest dobra i głupia. Jej królowie nigdy nie byli od niej mędrsi, dla nas zaś zawsze byli jeszcze lepsi niż ona... Nie tylko przez taką ludność, ale także niesłychane swobody i rozkosze ludu żydow­skiego w Polsce, ja bym ten kraj, prędzej nazwał żydowskim, niż polskim, judzką niż polską ziemią, bo te miliony chłopów polskich, dla żydów żyją, dla nich jedynie w pocie czoła pracują i sam Pan Bóg po Palestynie Polską musiał na nową ziemię obiecaną, Kraków na nową Jerozolimą przeznaczyć".
ZAGADNIENIE ŻYDOWSKIE
PRACA DLA POLAKÓW WŁADZA DLA NARODU
Narodowo - Radykalny Komitet Wydawniczy Młodych
WARSZAWA
DRUKARNIA OGNISKA, POZNAŃ, WIELKIE GARBARY II. TELEFON 12-48
+++
  1. Najważniejsze zagadnienie.
„Przyjdzie taka chwila, w której wszystkie narody chrześcijańskie, wśród których żyją żydzi, poznają, że zagadnienie, czy żyda można pozostawić, czy też trzeba wyrzucić, jest dla nich takiem, które określa się jako zagadnienie życia i śmierci".
Franciszek Liszt.
Najważniejszem zagadnieniem dla Polski w chwili obec­nej jest kwestja żydowska, ponieważ decyduje o naszej przyszłości:
Pod względem gospodarczym. W kraju cierpiącym na bezrobocie i przeludnienie, cztery miljony miejsc zajętych przez żydów, stanowi o nędzy ludności, więcej: Żydzi opano­wali niemal całkowicie finanse i handel. Anonimowy kapitał żydowski rządzi przemysłem. Połowę wolnych zawodów będą stanowić w najbliższej przyszłości żydzi. Rządząc życiem gospodarczem nie dopuszczą oni dobrowolnie do jakichkolwiek zmian ustroju gospodarczego, pożytecznych dla narodu — go­spodarza, a tem samem szkodliwych dla narodu — pasorzyta.
Pod względem kulturalnym. Nauka polska jest w po­ważnej mierze opanowana przez żydów, świadczy o tem za­równo ilość profesorów i asystentów żydów, jak i zafałszowa­nie poszczególnych dziedzin wiedzy, jak np. historji przez żydów dla ich celów narodowych. Literatura jest w ręku żydowskiem: Teatry, czasopisma, krytyka, domy wydawnicze, poezje. To samo w dziedzinie sztuk pięknych, zwłaszcza mu­zyki. Dzienniki, radjo, film, to dziedzina niemal monopolu żydowskiego.
Jeżeli nie chcemy, by inteligencja polska zaczęła myśleć, mówić i pisać w duchu żydowskim — w dziedzinie tej musi nastąpić głęboka rewolucja.
Pod względem politycznym. Istotnym podziałem poli­tycznym w Polsce, nie jest dziś podział na lewicę i prawicę, na radykałów i zachowawców, na kolektywistów i indywiduali­stów, ale na ludzi zależnych i nie zależnych od żydów. Przy­szłość zagadnienia żydowskiego ’ zadecyduje o tem, kiedy, jakie i z kim prowadzić będziemy wojny i z jakim wynikiem. Czy będziemy samodzielni, czy nie. W położeniu naszem szaleństwem byłoby nie uwolnić się od opieki żydów, dążą­cych do swych własnych celów, których Polska nic nie ob­chodzi.
Rozwiązanie sprawy żydowskiej musi nastąpić już obec­nie. Po pierwsze dlatego, że ta sprawa już może być rozwią­zana, bo potęga żydowstwa międzynarodowego po ciosach finansowym w Ameryce i politycznym w Niemczech, oraz wobec załamania międzynarodowej finansjery jest o tyle sła­ba, że groźnego ciosu Polsce zadać nie może.
Po drugie dla tego, że ta sprawa już musi być rozwią­zana, bo za lat kilka nastąpi rozwiązanie żydowskie, praw­dopodobnie w postaci komunizmu, jeżeli iść będziemy dalej w kierunku spełniania żydowskiego programu polskiemi rękami.
Jak rozwiązać zagadnienie żydowskie?
  1. Czem żydzi nie są i czem me mogą być.
„...chorego nie można wiecznie tolerować. Nawet ojciec lub matka, jeżeli są stale chorzy, stają się cięża­rem. Narody nie mogą nas znieść. My zarażamy powie­trze jak naród chory...“
poseł Icchok Griinbaum.
Zasadniczym błędem jest wtłaczanie sprawy żydowskiej w ramy t. zw. zagadnienia mniejszości narodowych. Takiego zagadnienia w ogóle niema. Samo pojęcie mniejszości narodo­wych jest sztuczne, zaczerpnięte jedynie i wyłącznie z narzu­conego nam t. zw. małego traktatu wersalskiego. Można jeszcze od biedy chrzcić tą nazwą ludność niemiecką w Polsce oraz Czechów na Wołyniu i Litwinów w kilku gminach północno- wschodnich. Są to bowiem odroślą większych organizmów narodowych, mieszkające poza granicami swych państw naro­dowych. Miarą naszego ustosunkowania się do tych „mniej­szości" winien być nasz stosunek do Niemiec, Czech i Litwy.
Zupełnie odrębne zagadnienie powstaje w odniesieniu do Białorusinów, Poleszuków, Rusinów, Hucułów i innych plemion słowiańskich na wschodzie naszego państwa. Jest to nasza sprawa czysto wewnętrzna. Dalecy jesteśmy zresztą od odbierania naszym bliskim pobratymcom ich odrębności plemiennych, przeciwnie, uznajemy je za czynnik bogacący kulturę polską.
Taki jest nasz cel na wschodzie państwa.
Sprawy żydowskiej niepodobna rozwiązać frazesem o lo­jalności obywatelskiej. Sięga ona znacznie głębiej.
Żydzi są pod względem rasowym bardzo odrębni od ogółu narodów europejskich.
Pod względem kultury odrębność żydowska zaznacza się jeszcze silniej. Podczas gdy plemiona ruskie i białoruskie kulturalnie różnią się od nas niewiele, podczas gdy Niemcy posiadają wspólne z nami, choć inaczej nieco rozumiane pierwiastki cywilizacji rzymskiej, żydzi stanowią odrębny, zam­knięty w sobie świat kulturalny, kwitnący na dwa tysiące lat przed powstaniem państwa Polskiego, świat różny pochodzeniem i duchem od cywilizacji, na której jesteśmy wychowani.
Uważanie żydów za materjał na Polaków jest taką samą głupotą jak przypuszczenie, że Japończyk w smokingu prze­staje być Azjatą.
Stop dwóch światów, obcych sobie w najgłębszych po­kładach duchowych byłby zagładą naszej cywilizacji narodowej, zniszczeniem tego, co z wysiłkiem zbudowało trzydzieści po­koleń. Nie grozi nam to jednak.
Młode pokolenie polskie i żydowskie to już dwa światy odrębne nie tylko duchowo (to było zawsze), ale i społecznie.
Ten zdrowy objaw pozwala wreszcie na ostateczne po­grzebanie upiora „assymilacji”.
III. Czem żydzi są i czem chcą być.
„Gdyby ten wrogi stosunek nawet wstręt byt oka­zany żydom tylko w pewnym czasie i w jednym kraju, łatwo byłoby wybadać ukryte przyczyny tej niechęci; ale plemię to było, przeciwnie narażone na nienawiść wszyst­kich narodów, wśród których mieszkało. Trzeba więc, ponieważ wrogowie żydów należeli do najróżniejszych plemion, żyli w krajach od siebie odległych rządzeni byli przez różne prawa, kierowani przez odmienne za­sady, nie mieli tych samych obyczajów i przyzwyczajeń, przejęci byli odmiennym duchem, który nie pozwalał im sądzić o rzeczach jednakowo, trzeba więc, by przyczyny ogólne antysemityzmu tkwiły w samym Izraelu, a me w tych którzy go zwalczali".
Bernard Lazare »L’Antisémitisme“ 1894
Najważniejszą przyczyną odrębności żydów jest ich organizacja polityczna.
Żydostwo jest zbiorem sekt rozmaitych i różnych grup politycznych nieraz zupełnie sprzeęznych. Pomimo to zachowuje jednolitość działania na zewnątrz, a nawet wygrywa nie­raz wewnętrzne sprzeczności. Przyczyna tego tkwi w organi­zacji wewnętrznej żydów. Żydzi są rządzeni przez starą i sprawną tajną organizacją jednocześnie religijną i polityczną.
Organizacja ta do tej pory od okresów bardzo zamierz­chłych, bo bodaj czy jeszcze nie od epoki niewoli babilońskiej operowała podwójną bronią.
Z jednej strony używała żydów „asymilatorów” pozornie wchodzących w skład innych narodów, zdobywających tam wpływy i działających w myśl interesów narodu żydowskiego. Z drugiej stworzyła związki „ortodoksów” żydów pobożnych, strzegących czystości i odrębności życia religijnego i na­rodowego+).
Ostatnio dwa wielkie ruchy mają powodzenie w żydostwie.
Jeden to sjonizm. Jest to ruch przeznaczony dla żydów oderwanych już od swego środowiska, którzy nie zachowując przepisów religijnych, stracićby mogli łączność ze swoim narodem. Sjonizm łączy tych wszystkich żydów, wyszłych ze środowiska chałaciarskiego i odnawia na nowoczesnych pod­stawach poczucie łączności narodu żydowskiego. Operuje on hasłem odbudowy „Erec Izrael” czyli założenia centrum politycznego narodowego w Palestynie, abv mogło ono ześrodkować wysiłki żydostwa i stamtąd kierować ośrodkami żydow­skimi wśród narodów.
Drugi to komunizm. Celem jego jest przygotowanie gruntu dla wzniesienia gmachu państwa wszechświatowego żydostwa w myśl maksymy jednego z największych przywódców żydowskich, nieżyjącego Teodora Herzla: „Jeżeli na miejsce starej budowli chcę postawić nową muszę naprzód burzyć, a potem dopiero budować".
W pełnych chorobliwej zachłanności planach politycznych żydów Polska odgrywa rolę szczególną.
Żydzi świadomie kolonizują Polskę od wieków, pragnąc z niej uczynić kraj ghetta, czyli zbiornik rezerw żydowskiej sity, t. j. mas narodowego żydostwa, żyjących według przepisów religijnych.
W okresie wojen szwedzkich i buntu Chmielnickiego liczba żydów w Polsce wzrosła trzykrotnie (z 200 tys. na 626 tys.), między 1766 i 1772, w przeciągu zaledwie pierwszych kilku lat panowania St. Augusta, o 50°,0 (z 626 tysięcy na 900
+).Trudno w niewielkiej broszurze rozwodzić się obszernie nad tym tematem. Dzieje polityki żydostwa w świecie obszernie omawia „Zmierzch Izraela" Rolickiego.
tys.). W okresie lat kilkunastu między pierwszym a drugim rozbiorem Polski, w latach 1772—1792, wzrosła dwukrotnie (z 900 tys. na 1 800 tys.). Wreszcie w okresie niewoli Polski liczba żydów na ziemiach dawnej Polski wzrosła z 1 800 ty­sięcy, do 4 981 tysięcy, to jest blisko trzykrotnie. Ściśle w okresie upadku państwa polskiego, kraj nasz był widownią za­lewu żydowskiego.
Słaba Polska leżała i leży w interesie światowej polityki żydowskiej i to bez wzglądu na to, czy nasz stosunek do żydów będzie życzliwy, obojętny czy wrogi.
Wreszcie w pierwszym roku po zamachu majowym, na­dano obywatelstwo polskie ponad 600 tysiącom żydów rosyj­skich, jak to stwierdził oficjalnie w dniu 27. XI. 1928 roku na posiedzeniu sejmowej komisji budżetowej ówczesny minister spraw wewnętrznych gen. Sławoj-Składkowski.
To była cyfra oficjalna, bowiem na podstawie innych źródeł, liczba żydów których „papiery nie były w porządku", a którym nadano obywatelstwo polskie miała znacznie prze­kroczyć miljon.
Powstaje pytanie, dlaczego to z pośród tylu narodów, nas Polaków, naród „wybrany" sobie upodobał.
Wyjaśnią to najlepiej głosy samych żydów.
I tak Salomon Majmon, znany działacz żydowski pisze w swojej „Autobiografji“ :
„Przyznana żydom w Polsce wolność religijna i obywatel­ska" jest „rezultatem panującej w tym kraju nieświadomości politycznej i lenistwa".
I nic też dziwnego „że w stosunku do żydów istniał w Polsce system nierozumnej tolerancji", bo „system rozumnej nietolerancji nie dopuściłby istnienia narodu w narodzie’. Za­wdzięczając zaś temu „ta olbrzymia masa żydowska ocalała i rozrosła się tylko na ziemiach polskich, bo gdzie indziej za­chowała się nielicznie".
Szczytem zaś wszystkiego jest odezwa Franka, przywódcy żydowskiej sekty mechesów.
Ten to żyd turecki w swej odezwie z 1755 roku do ży­dów w Polsce, tak charakteryzował kraj i ludność polską:
„A szlachta polska, czego nam właśnie trzeba, jest dobra i głupia. Jej królowie nigdy nie byli od niej mędrsi, dla nas zaś zawsze byli jeszcze lepsi niż ona... Nie tylko przez taką ludność, ale także niesłychane swobody i rozkosze ludu żydow­skiego w Polsce, ja bym ten kraj, prędzej nazwał żydowskim, niż polskim, judzką niż polską ziemią, bo te miliony chłopów polskich, dla żydów żyją, dla nich jedynie w pocie czoła pracują i sam Pan Bóg po Palestynie Polską musiał na nową ziemię obiecaną, Kraków na nową Jerozolimą przeznaczyć".
Zgodnie z tym celem zasadniczym żydzi odegrali zło­wrogą rolę, zarówno w okresie rozbiorów Polski, jak i w cza­sie powstań, a wreszcie podczas kongresu wersalskiego i woj­ny polsko-bolszewickiej.
Masowa ucieczka żydów z Niemiec do Polski, która się w tej chwili rozpoczyna, idzie również po linii zrobienia z Pol­ski, wylęgarni wszechświatowego żydostwa.
  1. Żydzi w chwili obecnej.
„...bo niema ugody.
Gdzie w jednym kraju żyją dwa żywe narody.
Pragnień im nie odejmiesz, ziemi im nie dodasz —
Jeden musi ustąpić, gość albo gospodarz+.
Karol Hubert Rostworowski „Antychryst" (dramat).
  1. Położenie żydów w świecie.
Chwilą największego znaczenia żydów w świecie były pierwsze lata po wojnie. W ich ręku był cały potężny, decy­dujący o losach państw kapitał międzynarodowy. Odbudowali pod opieką Anglii centrum życia narodowego w Palestynie. Zajmowali główne stanowiska w Stanach Zjednoczonych, w Anglii, w Niemczech. Opanowali Rosję, rządząc biurem politycznem partii komunistycznej. Polsce i innym nowym pań­stwom narzucili traktat o mniejszościach. Antysemityzm za­marł na ogół.
Ale nastąpiło załamanie. Załamał się najpierw kapita­lizm międzynarodowy. Nastąpił kryzys. Upadły największe fortuny żydowskie. Handel międzynarodowy odgrywa coraz mniejszą rolę.
Próba palestyńska się nie udała. Arabi nie mają za­miaru ustąpić. Anglja nie chce walczyć ze stojącym za ni­mi całym światem mahometańskim. W Rosji rozbudził się wśród samych bolszewików silny ruch przeciwżydowski. „Ko­lektywizacja" wyparła żydów w Rosji z handlu. Kolonizacja rolna nie daje spodziewanych wyników. W Niemczech prze­wrót hitlerowski zmierza do zupełnego unicestwienia wpły­wów żydowskich. Wreszcie traci na znaczeniu i sile przycią­gającej masonerja, jedno z najskuteczniejszych narzędzi żydowskich.
Bardzo silnie jednocześnie postępuje rozkład moralny w żydowstwie. Jego warstwy „zeuropeizowane* wyradzają się szybko. Jedynym żydem, mogącym zapewnić swej rasie przy­szłość okazał się chałatowy talmudysta, zamieszkujący głównie na ziemiach polskich.
  1. Żydzi w Polsce.
Żydzi bogaci w Polsce mają wielkie znaczenie i coraz większe wpływy. Ale małomiasteczkowy żyd coraz bardziej ubożeje.
Nienormalny stan gospodarczy Polski pod zaborami stał się powodem ogromnego rozrostu żydów, pośredników od wszystkiego, mogących się utrzymać tylko przy niskim pozio­mie życia handlowego i nienaturalnych granicach. Zjednocze­nie Polski stworzyło możność rozwoju gospodarczego, usunęło potrzebę drobnego pośrednika „od wszystkiego". Warstwa ta jest skazana na zagładą. Utrzymują ją sztucznie: pomoc pie­niężna z zagranicy i sytuacja polityczna. Jest to wielki ciężar, szkodliwy dla gospodarstwa polskiego.
Zmierzch chałaciarza jest ciosem dla żydów, gdyż z tej warstwy wychodziły wszystkie znane wpływowe rodziny żydow­skie. Wyradzały się one szybko i były zastepywane przez no­wych przybyszów z „ghetta" polskiego. Żydzi próbują się ratować przez „ produktywizację mas” co sprowadza się głó­wnie do osadnictwa rolnego i prób usadowienia się wśród robotników. Do tej pory próby kolonizacji nie udały się. Trudno ludność miejską zamienić w rolników. To też żydzi jako ostatnią próbę stworzyli olbrzymi plan kolonizacji polskich kresów wschodnich — z dorzecza Dniepru. Zacząć by chcieli od Polesia. Ale na to musieliby dostać część Polski.
Tymczasem żydzi stanowią 80 procent ludności żyjącej w Polsce z handlu, a w województwach wschodnich 95 proc.+). Im dalej na wschód, tem pierwotniejsze stosunki, tem więcej żydów. Ruguje żydów z pewnych okolic rozwój spółdzielni, zwłaszcza ruskie kooperatywy w Małopolsce Wschodniej, mo­gące służyć za przykład społeczeństwu polskiemu.
Pod względem gospodarczym więc ugody między żydami i Polakami być nie może. Albo żydzi zepchną Polskę do pierwotnego stanu gospodarczego, a Polaków do roli nędzarzy żywiących pasorzytów, albo muszą się w większości z Polski wynieść.
+) Cyfry podaje prof. Roman Rybarski w książce „Przyszłość gospo­darcza Polski”.
Pod względem kulturalnym i politycznym jest nie lepiej. Literatura, krytyka sztuki, to dziedziny żydowskie. Większość aplikantów adwokackich to żydzi. Lekarze żydzi stanowią już połowę ogółu lekarzy. Wszystkie pisma przepełnione są ży­dami . Na najodpowiedzialniejszych stanowiskach rządowych są żydzi. Żydzi bowiem rozumieją, że tylko mając w ręku sfery polityczne i opinję mogą utrzymać nienormalny stan pasorzytnictwa gospodarczego. Liczba ich na wyższych uczelniach przed paru laty niedochodząca 1/4 obecnie przekroczyła ta Inteligencja żydowska w stosunku do ogółu żydów jest prze szło cztery razy większa niż inteligencja polska.
Ten potworny stan musi być zmieniony. Kwestja żydow­ska w Polsce, decydująca o losach żydostwa w całym świecie musi znaleźć rozwiązanie polskie.
Jak rozwiązać zagadnienie żydowskie?
  1. Program w sprawie żydowskiej.
„Przeciw tak nadzwyczajnie rosnącej ludności Ży­dów w stosunku z -ludnością Polaków, trzeba środków prędkich, tęgich i stałych. Obojętność, uległość, stałego postanowienia nie znająca powolność, złego nie wstrzyma, nie poprawi, ani nawet nie umiarkuje. Postęp złego jest wielki, niebezpieczeństwo wielkie; przeciw niemu trzeba środków wielkich".
STANISŁAW Staszyc: „O przyczynach szkodliwości
żydów i środkach usposobie­nia ich,
aby się społeczeństwu użytecznemi stali+ 1816.
Program w sprawie żydowskiej musi uwzględniać,
że żydzi są narodem — sektą, rządzonym przez tajną organi­zację religijno-polityczną, mającą na celu opanowanie władzy w każdem państwie: odrębności polityczne, kulturalne i rasowe uniemożliwiają ich spolszczenie,
że w interesie żydów leży słaba Polska, nisko pod wzlędem gospodarczym, kulturalnym i politycznym stojąca, bez silnie zorganizowanych i odżydzonych ziem zachodnich;
że żydzi odgrywają pod względem gospodarczym rolę pasożytów, śrubują ceny przez kosztowne pośrednictwo, zmuszają polską ludność do emigracji zarobkowej, a o­statnio korzystając z kryzysu i nędzy rolnictwa, zaczęli planowy wykup ziemi polskiej drogą licytacji i zakładania spółek osadniczych,
że żydzi osiągnęli swój szczyt i zaczynają się cofać. Rasa żydowska zaczyna w szybkiem tempie wyradzać się, zarażając rozkładem moralnym ludność rdzenną, wśród której mieszka. Najsilniejsze narzędzie w ręku żydowskiem: międzynarodowy kapitalizm, zaczyna tracić władzę nad narodami, które coraz silniej dążą do odgrodzenia się od żydów.
Rozwiązanie zagadnienia żydowskiego nastąpić może jedy­nie drogą radykalnych reform w trzech zasadniczych dziedzi­nach życia: politycznej, kulturalnej i gospodarczej.
  1. Program w dziedzinie politycznej.
Należy odróżnić pojęcie obywatela i przynależnego. Przy­należność do danego państwa jest pojęciem szerszem, omawiającem stosunek podwładności wobec danego państwa. Obywatelstwo jest pojęciem węższem, zawierającem w sobie myśl o prawach obywatelskich. Każdy obywatel jest przyna­leżnym do państwa, ale nie każdy przynależny może być pełnoprawnym obywatelem. Żyd może być tylko przynależnym Wychrzczenie się nie powinno powodować żadnej zmiany w prawach ani dla wychrzty, ani dla jego potomków. Chrzest nieszczery powinien być utrudniony. Chrzest szczery powinien mieć cele jedynie religijne, nie zaś polityczne. Przynależny nie może mieć praw wyborczych czynnych, ani biernych do sejmu ani samorządu nie może być urzędnikiem państwowym, ani samorządowym, profesorem wyższej uczelni, ani nauczy­cielem średniej i niższej szkoły państwowej, adwokatem, rejen­tem i pisarzem hipotecznym, maklerem giełdowym i t. d.
Przynależny nie powinien odbywać służby wojskowej. W zamian za to winien płacić pogłówne, obracane na cele obrony państwa (podobnie jak dziś opłacają podatek wojskowy poborowi kat. C. D. i E.).
Żydom nie wolno przybierać nazwisk brzmiących podobnie do nazwisk polskich. Wszelkie zaś zmiany nazwisk winny być dokonywane na drodze sądowej, nie zaś administracyjnej; należy przyznać prawo skargi przeciwko zmianie nazwiska przez żyda każdemu obywatelowi polskiemu. Wszelkie zmiany do­tychczasowe należy unieważnić, przywracając żydom dawno- brzmiące nazwiska.
  1. Program w dziedzinie kulturalnej.
W dziedzinie oświatowej stawiamy zasadę zupełnego wykluczenia. Żyd nie ma prawa wstępu na wyższą uczelnię, ani w ogóle do żadnej szkoły państwowej, średniej, zawodowej, czy powszechnej. Wolno natomiast żydom zakładać szkolnic­two średnie bez praw. Wszelkie książki, druki, czasopisma, wydawane przez żydów, muszą w tytule uwidaczniać swe pochodzenie; czasopisma polskie nie mogą zatrudniać dziennikarzy i publicystów — żydów, a żydowskie nie—żydów. Żydzi mają zapewnioną wolność kultu religijnego w granicach, nie wykraczających poza moralność oraz poszanowanie ludności polskiej. Zakazane jest „drutowanie miast", za wyjątkiem dzielnic, wyznaczonych żydom na zamieszkanie.
Małżeństwa mieszane są zakazane. Chrzest nie daje konwertycie i jego potomstwu prawa wstępowania w związki małżeńskie z przedstawicielem(ką) ludności rdzennej.
  1. Program w dziedzinie gospodarczej.
Żydzi posiadają swój własny samorząd gospodarczy, obejmujący również zawody wolne (izby l«karskie, inżynierskie i t. p.). Lekarze, technicy, architekci i t. d. mają prawo wykonywania swej praktyki tylko wśród swoich współplemieńców.
Żyd nie może nabywać ziemi, prowadzić lub dzierżawić gospodarstw rolnych. Ciche wspólnictwo będzie karane. Do­tychczas nabyte przez żydów dobra ziemskie przechodzą bez odszkodowania na własność państwa, na cele reformy rolnej. Do prywatnego zakładu przemysłowego, lub handlowego żyd przyjęty może być tylko o tyle, o ile niema bezrobotnych Polaków tego samego fachu. Zakłady zatrudniające więcej żydów, niż wynosi ich procent w państwie (11%) płacą spe­cjalny podatek wyrównawczy idący na fundusz oświatowy ro­botników polskich.
Lichwa winna być karana ciężkiem więzieniem. Dla zwalczenia praktykowanej przez żydów lichwy ukrytej, pole­gającej na ściąganiu procentów drogą wekslową, przynależni winni być pozbawieni prawa postępowania wekslowego w stosunku do wystawcy, lub żyranta, obywatela polskiego. Wszelki weksel tego rodzaju będzie traktowany jako zwykły oblig.
Handel żywym towarem winien być karany śmiercią. (podkr. red.GW)
Ubój rytualny bydła musi być zakazany.
Spoczynek niedzielny musi być surowo przestrzegany, a jego przekroczenie surowo karane.
Żyd musi mieć wzbronione otrzymywanie, posiadanie, użytkowanie wszelkiego rodzaju koncesyj państwowych (sól, tytoń, spirytus, loterja). Żyd nie może być dostawcą do wojska i urzędów państwowych, żyd nie może prowadzić żad­nych zakładów przemysłowych, związanych bezpośrednio z zadaniami obrony państwa.
Żydzi winni mieć prawo zamieszkiwania jedynie w okreś­lonych przez Władze Państwowe dzielnicach kraju i rejonach poszczególnych miast. Poza temi miejscowościami żyd nie może posiadać żadnej własności nieruchomej.
Najważniejsze zagadnienie dla Polski — to sprawa żydowska
+++
W interesie żydów leży słaba Polska
+++
Kryzys nie minie, póki nie usuniemy pasożytów naszego życia — żydów
+++
Żyd nie może być obywatelem Państwa Polskiego
+++
4 miliony miejsc zajmują w Polsce
Żydzi
+++
Praca dla Polaków nie dla żydów
+++
Władza dla narodu polskiego nie dla żydów i ich parobków
+++

Narodowo-Radykalny Komitet Wydawniczy Młodych
ADRES: Warszawa, Śniadeckich 19, m. 9 Telefon: 9.05-19 Konto czekowe P. K. O. Nr.
GODZINY DYŻURÓW: codziennie z wyjątkiem niedziel i świąt od 16.30 do 17.30

submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.09.04 17:32 Gazetawarszawska Prowokacja zestrzelenia S-24, a przeniesienie Synaju do Warszawy.

18 JUNE 2018
+++
Laudetur Iesus Christus
Prowokacja zestrzelenia S-24, a przeniesienie Synaju do Warszawy.
W dniu dzisiejszym żydowskie media w Polsce z radością odnotowały zestrzelenie rosyjskiego samolotu i śmierć pilota. Tę osobistą sprawę wykładamy tu na początku, bo musimy wyrazić żal ze śmierci tego Rosjanina lub ich obu, którzy zostawili żony i dzieci.
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/zamach/1303-prowokacja-zestrzelenia-s-24-a-przeniesienie-synaju-do-warszawy
Nie mamy satysfakcji z tego, że tragicznie zginął żołnierz, który był faktycznym Krzyżowcem, a czego nawet może nie miał pełnej świadomości, bo ortodoksi mają do Wypraw Krzyżowych stosunek negatywny, ale to tu jest bez znaczenia. Ten pilot, który tam zginął, zginął także i za nas, za nasze sprawy – dosłownie, a także i za to, że my Lechici, Krzyżowcami już dawno nie jesteśmy, ale dumnymi podcieraczami żydów – a co jest duchowe w najwyższym stopniu.
To podcieractwo jest przyczyną tego, że tak bezboleśnie, bez słowa zmieniliśmy PO-wską kuratelę żydo-niemców, na PIS-owską kuratelę żydo-jankesów. Jak widać wkoło, Polak nie może żyć sam w swoim domu, bez tego sublokatora, który nazywa się na „ż”.
+
Polska jest jedynym członkiem NATO, który w sensie społecznym ma pozytywny stosunek do tego paktu, zwanego atlantyckim. Jest to świadectwo polskiego zagubienia i prowincjonalizmu manipulowanego przez polskojęzycznych obszczymurków, gotowych w każdej chwili - honorowo - wysłać Polskę na każdą krwawą wojnę, ale pod jednym bezkompromisowym warunkiem: że wrogiem będzie Rosja.
O ile Norwedzy czy Włosi są członkami NATO na poziomie jakiegoś skrywanego przymusu, to akceptacja społeczna – oczekiwania wyższego rzędu tych narodów do tego paktu - jest zerowa. Żadne państwo członek NATO, poza Polską lub może i Litwą, nie chce nadstawiania własnej głowy dla awanturnictwa tego paktu, który nawet wśród powściągliwych oportunistów uznawany jest za „niedemokratyczny”. A to znaczy na Zachodzie, że nikt nie akceptuje tej władzy i tym bardziej nie chce umierać w tym cudzym interesie.
Wsłuchując się w doniesienia stacji międzynarodowych widać wyraźnie niechęć i czołowych polityków, i reporterów do takiej negatywnej oceny tej sytuacji w Syrii. Niestety, w Warszawie jest odwrotnie, dziennikarskie prostytutki, experci, agenci są na posterunku. Ten aspekt podkreślamy, bo wszystko to, co widać i słychać w Warszawie, pachnie wplątaniem Polski w wojnę na służbie NATO i Izraela, a co groźne i dla Polski, i dla tej części Europy.
+
Przejdźmy do faktów.
Rosja jest obecna wojskowo w Syrii na prośbę władz tego państwa, czym różni się od obecności NATO, Turcji oraz Izraela, które rzucając tam bomby, dopuszczają się formalnych aktów wojennych przeciw suwerennemu państwu Syrii.
Turcja, która rzekomo zestrzeliła SU-24, który rzekomo przekroczył jej granicę powietrzną, nie jest państwem - sąsiadem, ale państwem rabusiem, które bardzo aktywnie wspiera tych dzikich jihadystów, a to dwóch frontach: przeciwko Syrii i przeciwko nam. Przeciwko Syrii to wiadomo, a przeciwko nam, bo to Turcja pozwala i gra aktywną, pierwszoplanową rolę w wysyłaniu do nas janczarów naszego sumienia, jakimi są „uchodźcy”. NOTABENE, o ile czy Francuzi, czy Skandynawowie nie znają pojęcia „janczar” nawet w tłumaczeniu, to z Niemcami jest nieco inaczej. Niemcy znają praktykę tego systemu, no bo oni sami wieszali nasze polskie dzieci na machinach oblężniczych i tak zdobywali nasze grody obronne. A i żydzi też coś znają się na tych „janczarach”, bo oni właśnie zawsze pomagali każdemu najeźdźcy w Polsce zdobywać nasze tereny i system janczara dobrze znają jako efekt naszej narodowej psychiki – posługują się nim perfekcyjnie.
To powyżej, co jest warte szczególnego podkreślenia, to fakt , że ta prowokacja syryjska ma bardzo wiele wspólnego z psychologią wojenną. Ma ona uderzyć w najsłabszych, tzn. Rosjan jako tych, którzy wg prognoz Obamy „będą mieli wkrótce starty w ludziach”, a co będzie źle przyjęte i obróci się przeciw Putinowi oraz przeciw społeczeństwom państw członkowskich NATO.
Tak łatwo to nie pójdzie. O ile Rosjan już teraz żadna liberalna zaraza nie chwyci - bo oni wstają z kolan - to oni się nie zmienią, bo nie mają zamiaru wracać do tego poniżenia. A co również jest pewne to to, że i społeczeństwa Zachodu też się nie zmienią, bo to nie jest ich wojna, i nikt tam nie pojedzie. Tam – na Zachodzie, to nawet do Szweda dociera świadomość faktu obcej okupacji w ich własnym kraju. Ta psychologiczna wojna znajdzie jednak swą łatwą ofiarę: Polskę! Ta atmosfera tego zestrzelenia może dać manipulatorom stojącym za prowokacją korzystne skutki w Polsce, Litwie i podobnym wstydliwym (nowym) członkom NATO.
Kiedy ani Belgowie, ani Francuzi nie chcą umierać za NATO, to Polacy może i chętnie się podłożą, bo jak „prawica” szeroka i głęboka, to siedzą tam same kawiarniane jastrzębie, które w każdej chwil są gotowe do wojny. Do cudzej wojny, ale prowadzonej naszymi polskimi rękami. Polska i ew. podobne jej kraje politycznego zakompleksienia mogą być łatwo ustawione jako mięso armatnie w tym konflikcie. To slychać w TVP, słuchać wyraźnie, trzeba mieć to na uwadze, bo jest to arcyniebezpieczne.
A to szczególnie w Polsce, gdzie jest widoczne przygotowanie swoistejroszady państw i społeczeństw, roszady miedzy Polską a Izraelem, między żydami a Polakami.
Zauważmy, że żydzi z Izraela tworzą wszelakie wręcz przyczółki organizacji siłowych Izraela w Polsce, gdzie już obecnie mają pod swą wyłączną kontrolą prawie wszystkie służby ochroniarskie, które są liczniejsza niż armia dawnego LWP. Do tego stanu żydowskiego posiadania należy dodać systemową korupcję: w MSW, ABW, MON, Episkopacie, sądownictwie i prokuraturach, bojówkach komorniczych, massmediach i różnych „instytutach” „polityki” międzynarodowej. Ci ostatni są nawet groźniejsi niż przysłowiowe gestapo, bo nie tyle zdzierają ofiarom paznokcie i wybijają zęby, ale programują im mózgi, a co uniemożliwia jakiekolwiek szanse rehabilitacji.
Polska, jako planowana judeopolonia, jest w pełni przygotowana do tej swoistej roszady, która logistycznie jest już chyba zapięta na ostatni guzik i może dokonać się nawet teraz: Polacy pojadą na Synaj walczyć za żydów przeciw Rosjanom, a żydzi przeprowadzą się do Polski, a to po to, aby nas całkowicie zmajoryzować i wyzuć z jakichkolwiek związków z naszą Ziemią Ojczystą.
+
Te dwa ostanie wydarzenia na Bliskim Wschodzie, mogące mieć również swój wymiar polski. Mają one kilka wspólnych aspektów, które może warto mieć na uwadze.
Pod względem technicznym tych dwóch wydarzeń lotniczych ostatnich dni - katastrofy na Synaju Airbus 321 oraz obecnym zestrzeleniu Su-24 - widać wyraźnie Izrael jako beneficjenta tych wydarzeń oraz jako tego, który w sensie kręgu podejrzanych sprawców jest na pierwszym miejscu. Dodatkowo oba wydarzenia są dość charakterystyczne w sensie technicznym.
Podajmy parę uwag(+)
Zaleganie wraku Airbus 321 na Synaju ma wyraźne cechy jakieś manipulacji wrakiem lub całkowitej inscenizacji nawet. Nie studiowaliśmy głębiej jakości czy autentyczności zdjęć i tu może być jakaś pułapka, ale jej prawdopodobieństwo jest na tyle małe, że zaryzykujemy parę szybkich uwag.
Samolot , który na dużej wysokości rozerwał się w powietrzu i stracił ogon (wraz z usterzeniem wysokości i kierunku), nigdy nie mógłby tak zalegać jak zalegał – w sytuacji przy znalezieniu ogona w odległości kilku kilometrów od tego wraku głównego. A to z tego powodu, że część przednia ze skrzydłami (tj. wrak główny) ale bez ogona, musiałaby przejść natychmiast do lotu nurkowego i uderzyć w ziemię nosem, a więc części przednie uległyby całkowitemu zniszczeniu. Skutkiem takiego nurkowania szczątki części przedniej nie mogłyby zalegać tak jak na zdjęciu i być tak dobrze zachowane.
Zdjęcie to wykazuje, że wrak zalega na płasko ze złamanym kadłubem w sposób zbliżony do zniszczenia kadłuba przy lądowania przymusowym - poza pasem lotniska (kadłub złamał się).
📷
Układ kadłuba i skrzydeł b. dobrze pasuje do sytuacji powstałej skutkiem lądowania przymusowego, jednak przeczy temu brak śladów lądowania - ślizgu po gruncie (z tyłu wraku). To świadczy o tym, że ta część kadłuba została podrzucona – z góry, np. za pomocą helikoptera. W każdym razie coś podobnego musiało być, bo ta przednia część kadłuba ze śródpłatem i skrzydłami jako całość nigdy nie mogłaby tak spaść na ziemię, aby później zalegać tak, jak zalega.📷
Ta część po ew. oderwaniu jej od pozostałego kadłuba (tylnego) musiałaby w powietrzu natychmiast przejść to lotu nurkowego – korkociągu – i w takim wypadku musiałaby uderzyć nosem i kokpitem w ziemię – innej możliwości nie ma, nawet jeżeli parametry oblicza expert międzynarodowy Jöergensen.
📷
Takie uderzenie musiałoby całkowicie zniszczyć nos, kokpit
📷
📷
📷
i dodatkowo tak zdemolować cały płat, że skrzydła nie mogłyby leżeć razem – a jak widać leżą i to, co jest widzialne dodatkowo: skrzydła mają uszkodzenia
📷
📷
głównie od pożaru, a nie od działań mechanicznych!
Wrak ten nie może tak zalegać (w relacji tak dużej odległość od ogona), jeśli ktoś ma wątpliwości co do tego, to niech zrobi samolot z tektury oderwie kadłub zaraz za skrzydłem i zobaczy, że taki samolot nie może latać a spada prosto do dołu. Taki eksperyment ukazuje jasno, że - na ziemi - odlegle położenie ogona od skrzydeł (plus) kadłub przedni jest skutkiem manipulacji i w świetle prostych reguł - zasad mechaniki lotu - jest fałszywe. We wraku rozpadającym się w powietrzu (także i Smoleńsk) ogon zawsze musi leżeć blisko reszty samolotu, lub logicznie względem innych szczątków – bo samolot bez ogona nie może lecieć, a jak nie może lecieć, to i nie może tak osobno spadać jak to widać na zdjęciu.
Video pokazujące przebieg zdarzenia o tyle jest mylące, że samolot spada zbyt szybko i nie przechodzi w lot nurkowy, a co jest oczywiste ze względu na gwałtowne przesunięcie się środka ciężkości do przodu – daleko przed krawędź natarcia skrzydła.
Wrak musi spadać tak jak SU 24, nosem do przodu.
Bo faktycznie taki wrak – aby tak zalegać jak na zdjęciach - musiałby spadać ślizgiem albo prosto plackiem, a co wykluczone. Dodatkowo sam ogon zalega bardzo dziwnie również, a co pokazuje zdjęcie,
📷
bo wygląda tak, jakby spadł w sposób kontrolowany, ruchem płaskim - w rzeczywistości zaś powinien wykonywać ruch obrotowy wokół osi podłużnej kadłuba – której był częścią - w trakcie spadania i w trakcie takiego ruchu obrotowego powinien w kontakcie z ziemią doznać typowych dla tego ruchu uszkodzeń, czego nie widać.
📷
Ogon ten został posadzony jak jajko Kolumba, tak jest! Poświadcza to uszkodzenie statecznika pionowego, które to deformacje ujawniają siły główne – przechodzące przez płaszczyznę statecznika pionowego - powstające w trakcie uderzenia o ziemię (zrzut z helikoptera).
📷
To, co mocno zastanawia, to otwarte drzwi tylne – jedne wyrzucone, drugie wciąż na zawiasach, przy słabo zniszczonej ramie. To może sugerować, że tylne drzwi mogły być otwarte w trakcie zrzucania ogona na ziemię, bo w przeciwnym razie można by się spodziewać większych efektów zniszczenia zamocowań tych drzwi w ramach, a czego chyba nie widać.
📷
Dobrze zachowane bagaże świadczą również o niskiej wysokości, z której spadły.
+
Przypadek zaś SU-24 ukazuje pewną ciekawostkę, o której należy pamiętać. Samolot – w trakcie spadania po trafieniu📷
- miał skrzydła całkowicie rozłożone na maksymalną rozpiętość, co świadczy, że pierwotnie leciał na niskiej prędkości. Samolot taki nie mógł być w trakcie wykonywania zadania bojowego. Dodatkowo mogło tak być, że sowiecki samolot SU-25, a będący na wyposażeniu armii Izraela, który został przerobiony w Gruzji i Izraelu na jednostkę z bronią elektroniczną - dokonał ataku elektronicznego na SU-24 lub zmanipulował samolot napastnika F-16, który w takiej sytuacji odpalił rakietę. Taki właśnie SU-25–Izrael- elektronikmógł w bardzo prawdopodobnym przypadku zmanipulować sytuację po stronie albo rosyjskiej, że się tam znalazła, albo po tureckiej, która doprowadziła do tego zestrzelenia.
++
Jeśli Rosja wejdzie w ostry konflikt z Turcją, wtedy NATO rozpadnie się, bo na froncie zostanie tylko USA, W. Brytania, Izrael i Polska. Nikt w Europie nie będzie umierał za Turcję, za Izrael, za USA, ale jest ryzyko, że tę pustkę wypełni Polska, a nawet i wybiegnie przed szereg, co czuć w Warszawie. W końcu to wszytko to jedna, wielka i ciągła wojna żydowska: Turcją rządzą Nowo-Turcy, tzn. żydzi, którzy na konto Turków dokonali rzezi Ormian, tak samo jest z USA, z W.B., no z i Polską.
Chociaż w Polsce, zwyczajowo, Polacy zamiast na „Indianach” czy „Ormianach” chętnie dokonują rzezi na samych sobie, bo Polak w interesie żyda zrobi wszystko.
Kiedy ta samobójcza tradycja zostanie przełamana?
Polacy muszą szybko stworzyć własną partię, bo obecny rząd, który wykazuje objawy wielkiego wystraszenia, ich nie obroni, a swymi widocznymi lękami daje naszym wrogom wielkie nadzieje na przyszłość.
W opozycji zaś ani Petru, ani Lewicka nie mogą być twarzami naszego Narodu.
Takie prowokacje będą się powtarzać i w końcu któraś się uda.
In Christo
Krzysztof Cierpisz
24-XI-2015
+++
rev.1 (+) przy założeniu, że rozpad (rozdzielenie) kadłuba dokonał się na wysokości lotu zbliżonej do 8000 m. 25-X-15
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2016.12.21 16:52 desnisa Heart of Adventure

Permeti W Permeti będziesz cieszyć się relaksujący spokój, kwiaty i zieleń bez końca. Znajdziesz tu gościnność i wzruszającą dobroć na ulicach, domach, restauracjach i hotelach. Noc w przyjemnych i komfortowych hoteli na brzegach Vjosa zostawiają cię z wrażenia spania pośród fal samej rzeki. Permeti, miasto kwiatów, róż, niezastąpionych piosenek, czystości i spokoju (jego antyczne namewas Tryfilia, zamieszkane przez Ilirów), był znany jako centrum administracyjne od 15 wieku i jego kilku bogatych bazarach były często odwiedzane przez mieszkańców okolicznych kraje. Dziś zapraszamy do obejrzenia Gurin e Qytetit (Miasto Kamień), zaskakujący naturalny kamienny monument, który odróżnia miasto. Warto także zobaczyć kościoły, zwłaszcza 18-wieczny kościół Leusa, która słynie z ikonami i drzeworytów i 12 wieku kościół Shen Maria Kosina. W restauracji z Permeti i okolice oferują specjalną kuchnię i niezapomnianą obsługę. Wśród tradycyjnych potraw znanych miasta, można spróbować ingjinari z oliwą z oliwek, mięsa dzikich, górskich Partridge mi përshesh, mięsa dzika, królika i pyszne rybami Vjosa. Warto również skosztować słynnego wina (Kabërnet, Merlot, itd.) i tradycyjną raki, jak równie pyszne gliko, rodzaj galaretki wykonane z wielu rodzajów owoców, a zwłaszcza z orzechami. Latem można znaleźć wiele plaż w Permeti które wyglądają jak baseny wykute brzegu rzeki. Brzegi Vjosa są często zatłoczone przez amatorów połowów i latem jest corocznym konkursem kajakarstwa, że ​​zaczyna się od źródła Vjosa, u stóp Gór Pindi, a kończy się uroczystości w mieście Permeti. Istnieją dwa inne roczne rytuały: Międzynarodowy Festiwal Wielokulturowy w czerwcu i Dita e Verërave (dzień wina) w maju. W tym samym miesiącu, miasto organizuje krajowy festiwal poświęcony znanych osobistości urodzone w pobliskiej wsi Frasheri. Chociaż jest to małe miasto, Permeti jest kolebką wielu znanych polityków, naukowców, pisarzy, muzyków i artystów graficznych albańskiej panteonu. Chociaż tutaj nie należy przegapić okazję odwiedzić Frasheri oddalone o 30 km od miasta. Jest to miejsce narodzin braci Frasheri i wiele innych osobistości zauważyć, że zbudowali fundament narodu albańskiego i zdefiniowanych, co nazywamy "gen albański." Jednakże, nie jest to jedyny powód, dla którego kierujemy do Frasheri. Podróżując w kierunku wsi będzie przechodzić przez Hotovës Parku Narodowego Bredhi I, co oznacza, będziesz miał okazję zobaczyć niesamowity widok z fir-lasy, niekończące sosen i wielu źródeł zimnowodnych. Po wyjściu Permeti tyłu głowy Droga ku granicy greckiej, w odległości 30 km od miasta, w kierunku miasta Leskoviku, znanej z wód termalnych w Vronomero i saun z Postenani. Ale nie można pożegnać Permeti bez wizyty wód termicznych Benja i Doliny Lengarinca, zaledwie 3 km od miasta. Istnieje sześć naturalnych odkryte źródła ciepłą wodą leczniczą tam, nawet w zimie. Wody te wypływają z pięknych kanionów dwóch mostów zbudowanych w czasie Ali Pashë Tepelena: Ura e Kaikut i Ura e Dashit.
Berati Ta 2,407 lat-stare miasto, duma albańskiej starożytności i architektury, i pod ochroną UNESCO, znajduje się 120 km od Tirany. Miasto tworzy wspaniałe połączenie kultur, strojów, tradycji i perspektywy wschodniej i zachodniej. Berati jest skarbnicą albańskiej historii i kultury, a także świadectwo tradycji kraju harmonii religijnej. Życie miasta rozpoczął w 6 5 wpne jako iliryjskim rozliczenia. Później, w 3. wieku pne, został przekształcony w mieście zamek znany jako Antipatrea. Zamek rozszerzył potem, zwłaszcza w okresie feudalnym panowaniem rodziny Muzakaj. Wewnątrz zamku, zbudowano kościoły z cennymi freskami i ikon, a także szkoły kaligrafii. Obecnie zamek jest wyjątkowa przez fakt, że ludzie nadal żyją w jej wnętrzu. Trzy główne dzielnice starego miasta są Mangalemi, Gorica i Kala, gdzie Sam zamek jest położony. W Mangalemi poniżej zamku, można zobaczyć słynny widok na fasadach domów, z oknami, które wydają się stać ponad siebie. W ogóle, to tradycyjny dom ma dwa piętra, gdzie drugi jest znany i ma wiele zaokrąglonych okien i rzeźby w drewnie. Dzięki domów budowanych wzdłuż stromego wzgórza, widok Mangalemi jest powodem, że inna nazwa Berati jest "Miasto Floating Windows." Po drugiej stronie rzeki leży Osumi sąsiedztwo Gorica, których domy obliczu tych Mangalemi. Łukowe Most Gorica, zbudowany w 1780 roku, jest to piękny zabytek architektoniczny zbudowany połączyć Gorica z Mangelemi.The zespołem bizantyjskich kościołów w zamku Berati jest nadzwyczajna. U podnóża zamku znajduje się bizantyjski kościół Shen Mëhilli, natomiast 13-wieczny kościół Shen Maria e Vllahernës, Kościół Shen Triadha (Trójcy Świętej), a postbizantyjskim monumentalnej katedry Shen Maria znajdują się w zamku.
Katedra Shen Meria mieści się muzeum dzieł słynnych ikonografów 16 wieku: Onufri, a jego syn Nikolla. Istnieje ponad 100 ikony na wyświetlaczu, a obejmują one również dzieła innych artystów takich jak Joan Çetiri, Onufer Qiprioti i wielu anonimowych malarzy. Można również odwiedzić klasztor Shen Spiridhoni w Gorica. W 1417 roku Turcy zajęli Berati i ten podbój pozostawił swój ślad z budową pomników do wiary islamskiej, takich jak Xhamia e Kuqe (Czerwonego Meczetu) wewnątrz zamek, Xhamia e Plumbit (1555), Xhamia Mbret (16 wieku ) i Xhamia e Beqarëve (1872). Inne strony warte odwiedzenia jest Muzeum Etnograficzne, położone wewnątrz budynku 18 wieku Cardak oraz Galeria Sztuki "Edward Lear", znany angielski malarz malujący tyle Berati i Albanii. Ponadto Berati słynie z kulinarnych i tradycyjnych potraw. Warto skosztować specjałów takich jak Pula mi përshesh i CORBA e Tomorrit w lokalnych restauracjach. Góra Tomorri Miasto Berati jest dobrym punktem wyjścia do zwiedzania Góra Tomorri (zwany także albański Olympus, czyli "Tron Bogów"), położony w odległości 30-40 km od miasta. Góra Tomorri słynie mistycznym wyglądzie; wygląda jak gigantyczny lew leży za miastem. Jest to jeden z najwyższych gór w Albanii, osiągając 2,416 m nad poziomem morza. Zbocze zachodnie jest najpiękniejszym i jest pokryta roślinnością mieszanej. Las jest w większości wykonane z buku, sosny, klonu, jesionu i jodły. Niedźwiedzie, wilki, lisy, łasice i króliki uzupełnić populację zwierząt parku. Góra Tomorri jest idealny do wspinaczki górskiej, trekkingu oraz innych podobnych działań, a teren wokół góry jest idealnym miejscem do biwakowania. Innym ciekawym miejscem na górze jest Tyrbja e Kulmakut i mogiła Abaz Aliu, świętego wierzących Bektashi, położone na wysokości 1200 m nad poziomem morza. Pomnik ten uważa się, że pierwsza była pogańska świątynia, był później konwertowane do chrześcijańskiej pomnika, a teraz jest obecny pomnik. W sierpniu pielgrzymów do grobu i wiele całopalenia są wykonane. Jest to największa pielgrzymka do albańskich i zagranicznej Bektashi. Kaniony Osumi Jaskinia Pirrogoshi leży w pobliżu miejscowości Radeshi, w połowie drogi do doliny Osumi w strumieniu Çorovoda. Pirrogoshi to największa i najdłuższa jaskinia w Albanii, rozciąganie prawie 1500 m, z wejściem szerokość 5 m. Najciekawsza część jaskini jest olbrzymi korytarz pełen różnych skalistych reliefowych kształtach. Jaskinia kończy się głęboka studnia pełna kolonii nietoperzy. Gradeci Canyon, najpiękniejszy i najbardziej spektakularny kanion dolinie Osumi, stoi w pobliżu jaskini.
submitted by desnisa to albaniantourism [link] [comments]


2016.09.13 11:39 ben13022 Ukraińcy o Polsce: Czysto, piękne domki, trawniki! A urzędnik się uśmiecha. [Reportaż]

Polaków narzekających na swój kraj wysłałabym na Ukrainę. Niech pomieszkają miesiąc, dwa. Wracając, ziemię na granicy będą całowali. Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów cyfrowej Wyborczej W Polsce mieszka już prawie milion Ukraińców. Pracują, studiują, zakładają firmy. Wrażeniami dzielą się na YouTubie. Nikt tak jak Ukraińcy nie zachwyca się naszym krajem.
Ciepła woda w kranie
Artiom Kołokolkin (19 lat) z Dobropola w obwodzie donieckim. Od dwóch lat mieszka w Warszawie. Studiuje handel międzynarodowy. Pracuje jako recepcjonista w szkole tańca.
Pewnego dnia zadzwoniła do mnie koleżanka, która już wcześniej przyjechała do Polski. Opowiadała nieprawdopodobne rzeczy, jak tu jest wspaniale. Że tu jest prawdziwa Europa. Chciałem tę Europę w końcu zobaczyć.
Zanim w październiku 2014 roku zacząłem tu studia, przyjechałem do Gliwic z grupą młodzieży jako "dziecko Doniecka". Spędzaliśmy tu wakacje z dala od wojny. Ledwo minęliśmy autokarem granicę, a ja włączyłem kamerę i zacząłem wszystko nagrywać. Zobaczyłem inny świat. Największe wrażenie zrobiły na mnie drogi. Szerokie, równe, z pomalowanymi na całej długości białymi pasami rozdzielającymi jezdnie. Prawdziwy kosmos. Chyba każdy Ukrainiec, zwłaszcza z małej miejscowości, nie może wyjść z podziwu, że mogą być drogi bez dziur. Wszystko mi się podobało.
Pierwszą rzeczą, którą kupiłem, była walizka na kółkach. U nas są o wiele droższe. Kosztowała 100 zł. Jedną czwartą pensji mojej mamy.
Rewolucyjną zmianą w moim życiu było też, że w kawalerce, którą wynajmuję, zawsze mam ciepłą wodę w kranie. Na Ukrainie mieszkałem w dziewięciopiętrowym bloku. I często nie było nawet zimnej wody. Albo tylko przez kilka godzin. Mama mi ostatnio powiedziała, że się poprawiło. Zimna woda leci teraz przez całą dobę.
Kolejny szok to komunikacja publiczna. Na Ukrainie człowiek nie wie, kiedy i jaki autobus przyjedzie. Kierowcy jeżdżą, jak chcą, często innymi trasami. W Warszawie już się przyzwyczaiłem, że autobusy przyjeżdżają na właściwy przystanek i o czasie. Gdy opowiadam o tym na Ukrainie, ludzie nie wierzą. Śmiać mi się chce, gdy warszawiacy denerwują się trzyminutowym spóźnieniem.
Za rok studiów w Warszawie płacę 1000 euro. Mama wzięła na to pożyczkę, którą spłacamy. Nie mam polskich korzeni, nie mam więc Karty Polaka. Nie mogę liczyć na żadne przywileje finansowe. Ale oceny na egzaminach dostaję tu za wiedzę, a nie za łapówki. A te na Ukrainie, także na uczelniach, są już narodowym zwyczajem. Jakiś czas temu kolega z Kijowa poprosił mnie o równowartość 70 złotych, bo taka jest na jego uczelni stawka za zdany egzamin. W Polsce o niczym takim nie słyszałem.
Dobrego wrażenia nie zepsuły mi nawet dwa incydenty. Raz w Gliwicach pod nasz hotel przyszła grupa młodych ludzi i krzyczała: "Ukraińskie świnie jedźcie na Ukrainę". Drugi raz ktoś pokazał mi środkowy palec na widok ukraińskiej flagi na moim plecaku. To było latem 2014 roku, gdy na wschodzie Ukrainy toczyły się ciężkie walki.
Niedawno byłem w Paryżu. Tamtejsze metro przypomina mi to w Kijowie. Jest brudno. Poza tym we Francji przez cały czas czułem zagrożenie. W głowie miałem te zamachy. W Niemczech też niewesoło, bo wciąż napływają uchodźcy. I tak myślę: w Wielkiej Brytanii funt leci na łeb na szyję, na Ukrainie znów może wybuchnąć wojna, a w Polsce spokój.
Co mi się bardziej podoba na Ukrainie? Dziewczyny. Na ulicy bez problemu odróżnię Ukrainkę od Polki. Ukrainka, wychodząc choćby na pięć minut do sklepu, musi się dwie godziny przygotowywać przed lustrem. Nie chcę powiedzieć, że Polki o siebie nie dbają, ale nie malują się tak jak Ukrainki. Są bardziej praktyczne.
Wiem, że nigdy nie należy mówić nigdy, ale nie wrócę już na Ukrainę. Tam nie ma dla mnie przyszłości. W Polsce mam prawo stałego pobytu. Sprowadziłem do Warszawy mamę. Chcemy tu zostać. Ale na swoim vlogu ostrzegam innych Ukraińców: nikt tu na dzień dobry nie zostaje dyrektorem. Trzeba się bardzo starać, pracować. No i uczyć polskiego.
W końcu jesteśmy Skrzyccy
Krystyna (37 lat) i Władimir (36 lat) Skritscy z Kijowa. Ona jest prawnikiem, on skończył technikum. W Polsce od półtora roku. W Krakowie prowadzą agencję nieruchomości
Krystyna: - Jechałam z synkiem autobusem. O dziwo, był bardzo zatłoczony. Aby ludzie nie zgnietli dwuletniego wtedy Nikosa, zwyczajem ukraińskim rozstawiłam ramiona i tak tkwiliśmy między pasażerami a drzwiami. Czekałam, na którym przystanku ludzie zaczną na mnie krzyczeć, że drzwi zastawiam. A tu nic. Gdy autobus się zatrzymywał, ludzie mnie przepraszali, ja się odsuwałam i tak za każdym razem. Nikt nawet nie fuknął, nie rzucił złego spojrzenia. W kijowskim autobusie zostałabym obsobaczona na czym świat stoi. Nikt by się nie przejął, że jedzie matka z małym dzieckiem.
Władimir: - Ukraińcy nie mieli czasu nauczyć się codziennej kultury. Życzliwości. U nas najpierw byli pańszczyźniani chłopi, niemal niewolnicy, a później komunizm. Nie było od kogo nauczyć się szacunku dla innych.
Krystyna: - Na Ukrainie pracowałam w firmie leasingowej. Ściągałam zaległości. Wowa pracował w firmie handlowej. Nasz poziom życia nie był zły. Razem zarabialiśmy ok. 1500 dolarów. Ale wokół widzieliśmy rozkład państwa, wszechobecną korupcję, w tym na szczytach władzy. Na Ukrainie nie ma miejsca dla ludzi, którzy chcieliby przestrzegać prawa. I ta pogarda każdego, kto ma nad drugim człowiekiem choćby minimalną władzę. Przerażające.
Władimir: - W Krakowie we wniosku o meldunek narobiłem masę błędów. Urzędniczka powiedziała, że nie ma problemu, i pomogła je poprawić. Na Ukrainie zmieszałaby mnie z błotem na oczach innych. No i oczywiście za wydanie niemal każdej decyzji wszyscy tam biorą w łapę. Bez prezentu niczego się nie załatwi. W Krakowie w żadnym urzędzie nikt ode mnie niczego chciał.
Krystyna: - I ten spokój... Na poczcie, w urzędzie ludzie czekają cierpliwie na numerek. Do okienka podchodzi jedna osoba. Na pocztach pracują bardzo miłe panie. Są wyrozumiałe i chcą pomóc. Nie raz zadawałam im mnóstwo pytań. W Kijowie urzędów z numerkami jest tylko kilka. W innych wszyscy tłoczą się przy okienkach i komentują, co kto załatwia i czemu tak długo. I po co w ogóle zawraca głowę. A urzędnicy warczą. Petent to intruz, który przeszkadza pić kawę albo jeść obiad.
Władimir: - Dla mnie wszystko tu jest inne, lepsze. Zwłaszcza ludzie. Polacy nawet inaczej się ubierają niż Ukraińcy. Bardziej kolorowo. Na Ukrainie, zwłaszcza zimą, wszyscy chodzą ubrani na czarno. Jak klony.
Krystyna: - Przylecieliśmy do Polski 31 grudnia 2014 roku. Na lotnisku w Katowicach powitali nas pogranicznicy. Panowie okazali się bardzo zasadniczy w wypełnianiu obowiązków. Zaprowadzili Wowę do oddzielnego pokoju i przez ponad godzinę sprawdzali nasze papiery.
Władimir: - Mieliśmy ze sobą wszystkie pieniądze za sprzedane mieszkanie. Nie wiem, czy to wzbudziło podejrzenia strażników, ale powiedzieli, że nas nie wpuszczą. Zacząłem na nich krzyczeć. Wrzeszczałem, że przyleciałem do Polski pracować, płacić podatki, wychowywać dzieci. Że przecież mamy pieniądze na życie, że nie będziemy wykorzystywać polskiego podatnika. Jako ostatniego argumentu użyłem polskich przodków. Wykrzyczałem im, że mój pradziadek był Skrzycki. Że mam po nim nazwisko. Może to zrobiło na nich wrażenie, bo nas wpuścili.
Krystyna: - Ja też mam polskich przodków. Z domu jestem Koreniewska. I imię mi rodzice dali zupełnie nieukraińskie. Nie mamy pretensji do tych strażników. Wykonywali swoje obowiązki. Ale nie krzyczeli, nie pokazywali swojej władzy, nie dali do zrozumienia, że nasza przyszłość zależy od ich humoru. A tak zachowują się ukraińscy policjanci czy strażnicy. Każdy, kto ma jakąś władzę nad drugim człowiekiem.
Minusy życia w Polsce? Zanieczyszczone powietrze w Krakowie.
Władimir: - Na razie wynajmujemy mieszkanie, ale będziemy chcieli kupić własne. Córka od września pójdzie do pierwszej klasy. Po polsku mówi lepiej niż ja. Mamy dwie firmy. Jedna to agencja nieruchomości. Druga to pomoc prawna. Pomagamy Ukraińcom, Białorusinom i Rosjanom, którzy chcą w Polsce wynająć lub kupić mieszkanie. Na naszym vlogu za darmo udzielamy konsultacji.
Krystyna: - Chcielibyśmy mieć polskie obywatelstwo i szybko się zintegrować z Polakami. W końcu jesteśmy Skrzyccy.
Proszę pani, proszę pana
Luda (40 lat) i Walerij (40 lat) Migaczowowie z Czernichowa. Od czterech miesięcy mieszkają we Wrocławiu. Ona pracuje w zakładzie produkującym wafle, on w firmie transportowej
Luda: - Wynajmujemy dwa pokoje na Krzykach. Ładne, umeblowane, za 1800 złotych. Dobrze się mieszka, ale nie mamy kontaktów z sąsiadami. To prawie sami emeryci. Mówimy sobie dzień dobry i tyle.
Walerij: - Ale nigdy nikt nam nic złego nie powiedział. A przecież słyszą, że nie mówimy po polsku.
Luda: - Na Ukrainie jest przekonanie, że w Polsce nie lubią Ukraińców. Na naszym vlogu odpowiadamy: nam tu bardzo dobrze i nie ma się czego obawiać.
Walerij: - Naszego jedenastoletniego Aleksieja sprowadziliśmy na początku lipca. Był tydzień na półkoloniach i ma już polskich kolegów. Za pół roku będzie mówił po polsku bez akcentu. Na Ukrainie została jeszcze 21-letnia córka i 19-letni syn, który jest kontraktowym żołnierzem.
Luda: - Jest na wojnie. Dowodzi czołgiem. Zostało mu pół roku służby. Jak tylko skończy kontrakt, chce dołączyć do nas. Córka też.
Walerij: - Na Ukrainie miałem kilka biznesów, na przykład produkowałem meble biurowe, cały czas mam jeszcze saunę, którą teraz prowadzi ktoś inny. W Polsce pracuję jako kierowca w firmie transportowej. Wożę ludzi.
Luda: - Ja miałam sześć sklepów na bazarach. Wszystko szło dobrze do 2014 roku, do wybuchu wojny. Na Ukrainie wszystko przelicza się na dolary. Wtedy zaczął rosnąć kurs, więc ludziom coraz mniej zostawało pieniędzy. Nasze interesy przestały się opłacać.
Walerij: - W listopadzie powiedzieliśmy "dość". Luda zlikwidowała sklepy, a ja zakład meblowy. Żeby mieć pieniądze na podróż, wynajem mieszkania i pierwsze tygodnie w Polsce, sprzedaliśmy samochód.
Luda: - Nie myślimy o wyjeździe do innego kraju. Mamy podobną mentalność, podobne języki. Zawsze możemy wsiąść w samochód i pojechać te tysiąc kilometrów do Czernichowa.
Walerij: - Byłem w Stanach, Kanadzie, Niemczech, Holandii, Francji. Wszędzie pięknie. Ale co z tego, skoro ludzie inni. Niemców nie lubię.
Luda: - Nigdy wcześniej nie byłam za granicą. Przyjechałam do Polski i wpadłam w zachwyt. Ludzie jak u nas, ale jednak Europa. Przede wszystkim te wasze drogi. U nas takie dziury, że samochodom urywa koła. Dosłownie.
Walerij: - Na Ukrainie od niedawna jest policja, nie milicja. Ale łapówki jak brali, tak biorą. Policji wszyscy się boją, bo mogą zrobić z człowiekiem, co chcą. Nikt nie podejdzie do policjanta z własnej woli. A ja w Polsce robiłem synowi zdjęcia w czapce policjanta. Poprosiłem i on zdjął tę czapkę, posadził syna w radiowozie. Na Ukrainie do głowy by mi to nie przyszło.
Luda: - W polskim sklepie asortyment bez porównania większy. Jogurtów macie przeróżne rodzaje. Taniej. I ta obsługa w sklepach. Tu się nie krzyczy. Nie pogania przy ladzie: "Bystriej, bystriej!", jak się zagapisz. Wszyscy stoją grzecznie. I jest to polskie "proszę", "dziękuję", "proszę pani, proszę pana". Kultura. A polskie domy takije krasiwyje. Zadbane. Te trawniki, kwiaty, krzewy. Nawet na dalekiej wsi. U nas takie są u bogaczy. A tu normalni ludzie tak mieszkają. Dlatego wielu Ukraińców wszystko nagrywa i później pokazuje na swoich kanałach na YouTubie.
Walerij: - Na Ukrainie jak ktoś ma coś ładnego wokół domu, to postawi wysoki na parę metrów betonowy mur, że nawet się tego nie zobaczy. Ale największe różnice widać na wsi. Polska wieś żyje. Ludzie pracują, dbają o gospodarstwa. Na Ukrainie kołchozów już nie ma, ziemia jest w rękach prywatnych, ale wieś ukraińska pracuje w mieście. Jak ktoś ma gospodarstwo, to tylko nasadzi kartofli, żeby mieć co jeść.
Polacy nie mają takich problemów jak my. Zarobi i myśli o kupnie nowego sprzętu do domu, o grillu, piwie albo urlopie. Odpoczywa po pracy. Ukrainiec cały czas drży, jak przetrwać następny dzień.
Luda: - Jeszcze dwóch rzeczy zazdrościmy Polakom. Tu starszym ludziom ustępuje się miejsca w autobusach. Sama widziałam. Na Ukrainie nikt się nie ruszy. I w Polsce, gdy jedzie karetka, wszyscy kierowcy robią przejazd. Na Ukrainie karetki muszę się przedzierać, a jak im się nie uda, to stoją.
Walerij: - Ilu naszych znajomych chce przyjechać do Polski? Wszyscy. Dosłownie. Nasz vlog Polsza dla tiebia, czyli Polska dla ciebie, prowadzimy, by innym ułatwić przyjazd do Polski. Żeby nie tracili pieniędzy na pośredników. Jesteśmy tu kilka miesięcy, a już pomogliśmy przyjechać ośmiu znajomym.
Co jest dobrego na Ukrainie? Ludzie. Ukraińcy to pracowity i dobry naród. Tylko strasznie upodlony.
Luda: - Co nam się w Polsce nie podoba? W święta prawie wszystko jest zamknięte. U nas nie ma takiego święta, żeby pozamykali sklepy.
Chcielibyśmy tu założyć jakiś swój biznes. Sprzedamy dom na Ukrainie i kupimy tu, w Polsce. Aleksiej, chodząc po Wrocławiu, pokazuje ukwiecone balkony i mówi: Mama, taki kiedyś będziemy mieć w naszym domu. Ukraińcy o Polsce: Czysto, piękne domki, trawniki! A urzędnik się uśmiecha Wyborcza.pl · by Jacek Różalski · January 9, 2016 Wyborcza.pl Duży Format REKLAMA
Jelena Sudina z Awdijewki pod Donieckiem: - Byłam w Berlinie i mi się nie podobało. Jakiś inny, obcy dla mnie klimat. Czułam się nieswojo. A w Warszawie jak w domu (Fot. Albert Zawada/ Agencja Gazeta)
Zobacz zdjęcia (3) Polaków narzekających na swój kraj wysłałabym na Ukrainę. Niech pomieszkają miesiąc, dwa. Wracając, ziemię na granicy będą całowali. Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów cyfrowej Wyborczej W Polsce mieszka już prawie milion Ukraińców. Pracują, studiują, zakładają firmy. Wrażeniami dzielą się na YouTubie. Nikt tak jak Ukraińcy nie zachwyca się naszym krajem.
Ciepła woda w kranie
Artiom Kołokolkin (19 lat) z Dobropola w obwodzie donieckim. Od dwóch lat mieszka w Warszawie. Studiuje handel międzynarodowy. Pracuje jako recepcjonista w szkole tańca.
Pewnego dnia zadzwoniła do mnie koleżanka, która już wcześniej przyjechała do Polski. Opowiadała nieprawdopodobne rzeczy, jak tu jest wspaniale. Że tu jest prawdziwa Europa. Chciałem tę Europę w końcu zobaczyć.
Zanim w październiku 2014 roku zacząłem tu studia, przyjechałem do Gliwic z grupą młodzieży jako "dziecko Doniecka". Spędzaliśmy tu wakacje z dala od wojny. Ledwo minęliśmy autokarem granicę, a ja włączyłem kamerę i zacząłem wszystko nagrywać. Zobaczyłem inny świat. Największe wrażenie zrobiły na mnie drogi. Szerokie, równe, z pomalowanymi na całej długości białymi pasami rozdzielającymi jezdnie. Prawdziwy kosmos. Chyba każdy Ukrainiec, zwłaszcza z małej miejscowości, nie może wyjść z podziwu, że mogą być drogi bez dziur. Wszystko mi się podobało.
Pierwszą rzeczą, którą kupiłem, była walizka na kółkach. U nas są o wiele droższe. Kosztowała 100 zł. Jedną czwartą pensji mojej mamy.
Rewolucyjną zmianą w moim życiu było też, że w kawalerce, którą wynajmuję, zawsze mam ciepłą wodę w kranie. Na Ukrainie mieszkałem w dziewięciopiętrowym bloku. I często nie było nawet zimnej wody. Albo tylko przez kilka godzin. Mama mi ostatnio powiedziała, że się poprawiło. Zimna woda leci teraz przez całą dobę.
Kolejny szok to komunikacja publiczna. Na Ukrainie człowiek nie wie, kiedy i jaki autobus przyjedzie. Kierowcy jeżdżą, jak chcą, często innymi trasami. W Warszawie już się przyzwyczaiłem, że autobusy przyjeżdżają na właściwy przystanek i o czasie. Gdy opowiadam o tym na Ukrainie, ludzie nie wierzą. Śmiać mi się chce, gdy warszawiacy denerwują się trzyminutowym spóźnieniem.
Za rok studiów w Warszawie płacę 1000 euro. Mama wzięła na to pożyczkę, którą spłacamy. Nie mam polskich korzeni, nie mam więc Karty Polaka. Nie mogę liczyć na żadne przywileje finansowe. Ale oceny na egzaminach dostaję tu za wiedzę, a nie za łapówki. A te na Ukrainie, także na uczelniach, są już narodowym zwyczajem. Jakiś czas temu kolega z Kijowa poprosił mnie o równowartość 70 złotych, bo taka jest na jego uczelni stawka za zdany egzamin. W Polsce o niczym takim nie słyszałem.
Dobrego wrażenia nie zepsuły mi nawet dwa incydenty. Raz w Gliwicach pod nasz hotel przyszła grupa młodych ludzi i krzyczała: "Ukraińskie świnie jedźcie na Ukrainę". Drugi raz ktoś pokazał mi środkowy palec na widok ukraińskiej flagi na moim plecaku. To było latem 2014 roku, gdy na wschodzie Ukrainy toczyły się ciężkie walki.
Niedawno byłem w Paryżu. Tamtejsze metro przypomina mi to w Kijowie. Jest brudno. Poza tym we Francji przez cały czas czułem zagrożenie. W głowie miałem te zamachy. W Niemczech też niewesoło, bo wciąż napływają uchodźcy. I tak myślę: w Wielkiej Brytanii funt leci na łeb na szyję, na Ukrainie znów może wybuchnąć wojna, a w Polsce spokój.
Co mi się bardziej podoba na Ukrainie? Dziewczyny. Na ulicy bez problemu odróżnię Ukrainkę od Polki. Ukrainka, wychodząc choćby na pięć minut do sklepu, musi się dwie godziny przygotowywać przed lustrem. Nie chcę powiedzieć, że Polki o siebie nie dbają, ale nie malują się tak jak Ukrainki. Są bardziej praktyczne.
Wiem, że nigdy nie należy mówić nigdy, ale nie wrócę już na Ukrainę. Tam nie ma dla mnie przyszłości. W Polsce mam prawo stałego pobytu. Sprowadziłem do Warszawy mamę. Chcemy tu zostać. Ale na swoim vlogu ostrzegam innych Ukraińców: nikt tu na dzień dobry nie zostaje dyrektorem. Trzeba się bardzo starać, pracować. No i uczyć polskiego.
W końcu jesteśmy Skrzyccy
Krystyna (37 lat) i Władimir (36 lat) Skritscy z Kijowa. Ona jest prawnikiem, on skończył technikum. W Polsce od półtora roku. W Krakowie prowadzą agencję nieruchomości
Krystyna: - Jechałam z synkiem autobusem. O dziwo, był bardzo zatłoczony. Aby ludzie nie zgnietli dwuletniego wtedy Nikosa, zwyczajem ukraińskim rozstawiłam ramiona i tak tkwiliśmy między pasażerami a drzwiami. Czekałam, na którym przystanku ludzie zaczną na mnie krzyczeć, że drzwi zastawiam. A tu nic. Gdy autobus się zatrzymywał, ludzie mnie przepraszali, ja się odsuwałam i tak za każdym razem. Nikt nawet nie fuknął, nie rzucił złego spojrzenia. W kijowskim autobusie zostałabym obsobaczona na czym świat stoi. Nikt by się nie przejął, że jedzie matka z małym dzieckiem.
Władimir: - Ukraińcy nie mieli czasu nauczyć się codziennej kultury. Życzliwości. U nas najpierw byli pańszczyźniani chłopi, niemal niewolnicy, a później komunizm. Nie było od kogo nauczyć się szacunku dla innych.
Krystyna: - Na Ukrainie pracowałam w firmie leasingowej. Ściągałam zaległości. Wowa pracował w firmie handlowej. Nasz poziom życia nie był zły. Razem zarabialiśmy ok. 1500 dolarów. Ale wokół widzieliśmy rozkład państwa, wszechobecną korupcję, w tym na szczytach władzy. Na Ukrainie nie ma miejsca dla ludzi, którzy chcieliby przestrzegać prawa. I ta pogarda każdego, kto ma nad drugim człowiekiem choćby minimalną władzę. Przerażające.
Władimir: - W Krakowie we wniosku o meldunek narobiłem masę błędów. Urzędniczka powiedziała, że nie ma problemu, i pomogła je poprawić. Na Ukrainie zmieszałaby mnie z błotem na oczach innych. No i oczywiście za wydanie niemal każdej decyzji wszyscy tam biorą w łapę. Bez prezentu niczego się nie załatwi. W Krakowie w żadnym urzędzie nikt ode mnie niczego chciał.
Krystyna: - I ten spokój... Na poczcie, w urzędzie ludzie czekają cierpliwie na numerek. Do okienka podchodzi jedna osoba. Na pocztach pracują bardzo miłe panie. Są wyrozumiałe i chcą pomóc. Nie raz zadawałam im mnóstwo pytań. W Kijowie urzędów z numerkami jest tylko kilka. W innych wszyscy tłoczą się przy okienkach i komentują, co kto załatwia i czemu tak długo. I po co w ogóle zawraca głowę. A urzędnicy warczą. Petent to intruz, który przeszkadza pić kawę albo jeść obiad.
Władimir: - Dla mnie wszystko tu jest inne, lepsze. Zwłaszcza ludzie. Polacy nawet inaczej się ubierają niż Ukraińcy. Bardziej kolorowo. Na Ukrainie, zwłaszcza zimą, wszyscy chodzą ubrani na czarno. Jak klony.
Krystyna: - Przylecieliśmy do Polski 31 grudnia 2014 roku. Na lotnisku w Katowicach powitali nas pogranicznicy. Panowie okazali się bardzo zasadniczy w wypełnianiu obowiązków. Zaprowadzili Wowę do oddzielnego pokoju i przez ponad godzinę sprawdzali nasze papiery.
Władimir: - Mieliśmy ze sobą wszystkie pieniądze za sprzedane mieszkanie. Nie wiem, czy to wzbudziło podejrzenia strażników, ale powiedzieli, że nas nie wpuszczą. Zacząłem na nich krzyczeć. Wrzeszczałem, że przyleciałem do Polski pracować, płacić podatki, wychowywać dzieci. Że przecież mamy pieniądze na życie, że nie będziemy wykorzystywać polskiego podatnika. Jako ostatniego argumentu użyłem polskich przodków. Wykrzyczałem im, że mój pradziadek był Skrzycki. Że mam po nim nazwisko. Może to zrobiło na nich wrażenie, bo nas wpuścili.
Krystyna: - Ja też mam polskich przodków. Z domu jestem Koreniewska. I imię mi rodzice dali zupełnie nieukraińskie. Nie mamy pretensji do tych strażników. Wykonywali swoje obowiązki. Ale nie krzyczeli, nie pokazywali swojej władzy, nie dali do zrozumienia, że nasza przyszłość zależy od ich humoru. A tak zachowują się ukraińscy policjanci czy strażnicy. Każdy, kto ma jakąś władzę nad drugim człowiekiem.
Minusy życia w Polsce? Zanieczyszczone powietrze w Krakowie.
Władimir: - Na razie wynajmujemy mieszkanie, ale będziemy chcieli kupić własne. Córka od września pójdzie do pierwszej klasy. Po polsku mówi lepiej niż ja. Mamy dwie firmy. Jedna to agencja nieruchomości. Druga to pomoc prawna. Pomagamy Ukraińcom, Białorusinom i Rosjanom, którzy chcą w Polsce wynająć lub kupić mieszkanie. Na naszym vlogu za darmo udzielamy konsultacji.
Krystyna: - Chcielibyśmy mieć polskie obywatelstwo i szybko się zintegrować z Polakami. W końcu jesteśmy Skrzyccy.
Proszę pani, proszę pana
Luda (40 lat) i Walerij (40 lat) Migaczowowie z Czernichowa. Od czterech miesięcy mieszkają we Wrocławiu. Ona pracuje w zakładzie produkującym wafle, on w firmie transportowej
Luda: - Wynajmujemy dwa pokoje na Krzykach. Ładne, umeblowane, za 1800 złotych. Dobrze się mieszka, ale nie mamy kontaktów z sąsiadami. To prawie sami emeryci. Mówimy sobie dzień dobry i tyle.
Walerij: - Ale nigdy nikt nam nic złego nie powiedział. A przecież słyszą, że nie mówimy po polsku.
Luda: - Na Ukrainie jest przekonanie, że w Polsce nie lubią Ukraińców. Na naszym vlogu odpowiadamy: nam tu bardzo dobrze i nie ma się czego obawiać.
Walerij: - Naszego jedenastoletniego Aleksieja sprowadziliśmy na początku lipca. Był tydzień na półkoloniach i ma już polskich kolegów. Za pół roku będzie mówił po polsku bez akcentu. Na Ukrainie została jeszcze 21-letnia córka i 19-letni syn, który jest kontraktowym żołnierzem.
Luda: - Jest na wojnie. Dowodzi czołgiem. Zostało mu pół roku służby. Jak tylko skończy kontrakt, chce dołączyć do nas. Córka też.
Walerij: - Na Ukrainie miałem kilka biznesów, na przykład produkowałem meble biurowe, cały czas mam jeszcze saunę, którą teraz prowadzi ktoś inny. W Polsce pracuję jako kierowca w firmie transportowej. Wożę ludzi.
Luda: - Ja miałam sześć sklepów na bazarach. Wszystko szło dobrze do 2014 roku, do wybuchu wojny. Na Ukrainie wszystko przelicza się na dolary. Wtedy zaczął rosnąć kurs, więc ludziom coraz mniej zostawało pieniędzy. Nasze interesy przestały się opłacać.
Walerij: - W listopadzie powiedzieliśmy "dość". Luda zlikwidowała sklepy, a ja zakład meblowy. Żeby mieć pieniądze na podróż, wynajem mieszkania i pierwsze tygodnie w Polsce, sprzedaliśmy samochód.
Luda: - Nie myślimy o wyjeździe do innego kraju. Mamy podobną mentalność, podobne języki. Zawsze możemy wsiąść w samochód i pojechać te tysiąc kilometrów do Czernichowa.
Walerij: - Byłem w Stanach, Kanadzie, Niemczech, Holandii, Francji. Wszędzie pięknie. Ale co z tego, skoro ludzie inni. Niemców nie lubię.
Luda: - Nigdy wcześniej nie byłam za granicą. Przyjechałam do Polski i wpadłam w zachwyt. Ludzie jak u nas, ale jednak Europa. Przede wszystkim te wasze drogi. U nas takie dziury, że samochodom urywa koła. Dosłownie.
Walerij: - Na Ukrainie od niedawna jest policja, nie milicja. Ale łapówki jak brali, tak biorą. Policji wszyscy się boją, bo mogą zrobić z człowiekiem, co chcą. Nikt nie podejdzie do policjanta z własnej woli. A ja w Polsce robiłem synowi zdjęcia w czapce policjanta. Poprosiłem i on zdjął tę czapkę, posadził syna w radiowozie. Na Ukrainie do głowy by mi to nie przyszło.
Luda: - W polskim sklepie asortyment bez porównania większy. Jogurtów macie przeróżne rodzaje. Taniej. I ta obsługa w sklepach. Tu się nie krzyczy. Nie pogania przy ladzie: "Bystriej, bystriej!", jak się zagapisz. Wszyscy stoją grzecznie. I jest to polskie "proszę", "dziękuję", "proszę pani, proszę pana". Kultura. A polskie domy takije krasiwyje. Zadbane. Te trawniki, kwiaty, krzewy. Nawet na dalekiej wsi. U nas takie są u bogaczy. A tu normalni ludzie tak mieszkają. Dlatego wielu Ukraińców wszystko nagrywa i później pokazuje na swoich kanałach na YouTubie.
Walerij: - Na Ukrainie jak ktoś ma coś ładnego wokół domu, to postawi wysoki na parę metrów betonowy mur, że nawet się tego nie zobaczy. Ale największe różnice widać na wsi. Polska wieś żyje. Ludzie pracują, dbają o gospodarstwa. Na Ukrainie kołchozów już nie ma, ziemia jest w rękach prywatnych, ale wieś ukraińska pracuje w mieście. Jak ktoś ma gospodarstwo, to tylko nasadzi kartofli, żeby mieć co jeść.
Polacy nie mają takich problemów jak my. Zarobi i myśli o kupnie nowego sprzętu do domu, o grillu, piwie albo urlopie. Odpoczywa po pracy. Ukrainiec cały czas drży, jak przetrwać następny dzień.
Luda: - Jeszcze dwóch rzeczy zazdrościmy Polakom. Tu starszym ludziom ustępuje się miejsca w autobusach. Sama widziałam. Na Ukrainie nikt się nie ruszy. I w Polsce, gdy jedzie karetka, wszyscy kierowcy robią przejazd. Na Ukrainie karetki muszę się przedzierać, a jak im się nie uda, to stoją.
Walerij: - Ilu naszych znajomych chce przyjechać do Polski? Wszyscy. Dosłownie. Nasz vlog Polsza dla tiebia, czyli Polska dla ciebie, prowadzimy, by innym ułatwić przyjazd do Polski. Żeby nie tracili pieniędzy na pośredników. Jesteśmy tu kilka miesięcy, a już pomogliśmy przyjechać ośmiu znajomym.
Co jest dobrego na Ukrainie? Ludzie. Ukraińcy to pracowity i dobry naród. Tylko strasznie upodlony.
Luda: - Co nam się w Polsce nie podoba? W święta prawie wszystko jest zamknięte. U nas nie ma takiego święta, żeby pozamykali sklepy.
Chcielibyśmy tu założyć jakiś swój biznes. Sprzedamy dom na Ukrainie i kupimy tu, w Polsce. Aleksiej, chodząc po Wrocławiu, pokazuje ukwiecone balkony i mówi: Mama, taki kiedyś będziemy mieć w naszym domu.
O nic się nie martwię
Jelena Sudina (38 lat) z Awdijewki pod Donieckiem. Instruktorka fitnessu. W Warszawie mieszka od dwóch lat
Jestem rosyjskojęzyczną Ukrainką. Jak większość na wschodzie Ukrainy. Ale nie mam nic wspólnego z separatystami, przez których musiałam opuścić dom. Trafiła w niego bomba. Na szczęście nikomu nic się nie stało. W maju 2014 roku uciekłam z 12-letnim synem. Żeby mieć pieniądze na wyjazd, sprzedałam samochód.
Przez 15 lat byłam nauczycielką informatyki. Miałam też studio fotograficzne i sklep internetowy: sprzedawałam pościel i zabawki. Rano - szkoła, a popołudniami i wieczorami - biznes. Z pensji nauczycielki ledwo starcza na opłacenie czynszu i rachunków. Każdy nauczyciel musi dorabiać, inaczej nie miałby na jedzenie.
Donieck to duże, prężne i bogate miasto, ale w porównaniu z Warszawą to inna planeta. Trolejbusy są stare, strasznie zapchane, a kierowcy to niesamowite chamy, krzyczą na pasażerów. Tu podziwiam transport miejski: niskopodłogowe autobusy i tramwaje. U nas inwalidami nikt się nie przejmuje, więc wielu życie spędza w domach. Wrażenie zrobiły na mnie elektroniczne wyświetlacze i zapowiedzi kolejnych przystanków. W Warszawie jadę sobie po równych ulicach. Rozglądam się. Obserwuję ludzi na chodnikach albo sklepy. I o nic się nie martwię. Wreszcie czuję spokój.
To nie spodoba się niektórym Ukraińcom, ale mentalnie bardziej pasuję do Polski. Żałuję, że nie mam polskich korzeni. Nie chodzi przy tym o Kartę Polaka i związane z nią przywileje. Polacy mają cechy, których brakuje Ukraińcom. Tu ludzie sobie pomagają. Jak ktoś pyta o drogę, to życzliwie tłumaczą. Na Ukrainie ludzie nie są życzliwi.
Byłam w Berlinie i mi się nie podobało. Jakiś inny, obcy dla mnie klimat. Czułam się nieswojo. A w Warszawie jak w domu. Wciąż jestem jak turystka, która nie może przestać się zachwycać. Choć po dwóch latach dostrzegam, że są korki i że nie wszystkie domy są wyremontowane.
Tęsknię za Donieckiem, ale wiem, że nigdy tam nie wrócę. Tu ludzie mają możliwości rozwoju, spokojnego życia. Na Ukrainie takich perspektyw nie ma.
Jestem szczęśliwa, że mój syn będzie dorastał w Polsce. W gimnazjum na Bemowie został bardzo dobrze przyjęty przez kolegów. Zaopiekowali się nim. Jemu tak spodobało się w szkole, że żałował, że nie ma lekcji w weekendy. Proszę sobie wyobrazić, że Borys zdobył w gimnazjum drugie miejsce w konkursie wiedzy o Warszawie.
Podobnie jak ja jest zafascynowany tańcem. Często jeździmy na zawody. Niedawno zajął ósme miejsce na Grand Prix Polski. Ja szkolę instruktorów tańca. A niedawno założyłam także studio filmowe. Nakręciliśmy już jeden film edukacyjny. Teraz zdobyłam grant na nagranie filmu o imigrantach w Polsce. Nie tylko o Ukraińcach.
Czy spotkało mnie coś przykrego? Osobiście nie. Ale nie raz widzieliśmy napisy "Polska tylko dla Polaków". Teraz dzieje się wszędzie tyle dziwnych rzeczy, że kazałam Borysowi w autobusach mówić tylko po polsku. Nawet gdy rozmawia ze mną przez telefon. Tak dla bezpieczeństwa.
Moje plany? Kiedyś kupię sobie domek pod Warszawą i spędzę w nim spokojnie resztę życia.
Urzędnik się uśmiecha
Anastazja Kwadrowicz (29 lat) i Andrzej Mołodecki (24 lata), rodzeństwo z Żytomierza. Ona zajmuje się obsługą klientów w firmie kanadyjskiej, on szuka pracy. Od trzech lat w Warszawie
Andrzej: - Granicę przekroczyliśmy w nocy, więc niewiele widzieliśmy po drodze. Ja pierwszy raz wyjeżdżałem z Ukrainy, więc bardzo mnie ciekawiło, jak to będzie.
Anastazja: - Przyjechaliśmy 21 lipca 2013 roku. Mówiliśmy już nieźle po polsku dzięki naszej nauczycielce, która pochodzi z Warszawy. Pani Helena opowiadała, że w Polsce nie ma bezdomnych psów. A my pod dworcem od razu zobaczyliśmy dużego, ewidentnie bezdomnego psa. Zrobiliśmy zdziwione miny. No i sam Dworzec Zachodni też nie prezentował się wtedy dobrze. To była trochę taka Ukraina. Szaro, trochę brudno. Teraz wygląda to o wiele lepiej. No i rzeczywiście w Warszawie bezdomne zwierzęta to pojedyncze przypadki. A po Ukrainie biegają całe watahy wielkich bezdomnych psów. I kotów.
Andrzej: - Pierwszego dnia poszliśmy oglądać miasto. Marszałkowska, Stare Miasto, Trakt Królewski. Dopiero tam krzyknęliśmy "Wow!". To była naprawdę Europa. Czysto, na chodnikach kwiaty i drzewa w donicach.
Anastazja: - Ogródki kawiarniane. Czegoś takiego na Ukrainie nie widzieliśmy.
Andrzej: - Zachwytów starczyło nam do Łazienek. Tam poczuliśmy takie zmęczenie, żeśmy spali na ławce. Na zmiany. Na drugi dzień znaleźliśmy mieszkanie.
Anastazja: - Tata był Ukraińcem. Polakami byli nasi dziadkowie i pradziadkowie ze strony matki. Dostaliśmy Karty Polaka.
Andrzej: - Ja, mając 16 lat, przyjąłem nazwisko matki: Mołodecki. Na Ukrainie w momencie wystąpienia o paszport można zmienić nazwisko. Wiele osób tak robi. Ja chciałem podkreślić moje polskie korzenie.
Anastazja: - Od dziecka byliśmy wychowywani przez matkę, żeby nie kłamać, nie brać i nie dawać łapówek, uczciwie zarabiać na życie. Ale na Ukrainie ludzie z takimi zasadami nie przeżyją. Pojechałam do Kijowa na studia. Myślałam: założę firmę, będę płaciła podatki i godnie żyła. Nic z tego. Nie dałam rady. Nie chciałam dawać łapówek urzędnikom.
Andrzej: - Studiowałem architekturę krajobrazu. Można bardzo dobrze wykuć się do egzaminu, ale i tak trzeba pokazać egzaminatorowi, że się na przykład kupiło jakąś jego książkę, bo on z tego ma pieniądze. Żeby dostać dyplom z dobrymi ocenami, nie wystarczy zdać bardzo dobrze wszystkie egzaminy, trzeba dać za to kasę. Także na uczelniach państwowych.
Anastazja: - W Polsce tyle razy załatwialiśmy sprawy w urzędach i nigdy nikt nie zasugerował, że chce od nas łapówkę.
Andrzej: - I wszyscy są tacy grzeczni. Pamiętam jak dziś rejestrację samochodu w Warszawie. Czekaliśmy w poczekalni na swoją kolej, a do środka co chwila ktoś wchodził. I każdy mówił "dzień dobry". Byliśmy w szoku. "Ale jak to? To tu się tak ludzie zachowują?".
Andrzej: - Teraz, jeżdżąc na Ukrainę, sami wszędzie mówimy "dzień dobry".
Anastazja: - Ludzie patrzą na nas jak na nienormalnych.
Anastazja: - Gdy słyszę narzekania Polaków na urzędy albo w ogóle na swój kraj, mam ochotę ich wysłać na Ukrainę. Niechby pomieszkali miesiąc, dwa za ukraińską pensję lub emeryturę. Wracaliby szybko do Polski i na granicy całowali ziemię. Polacy narzekają na kraj, ale starają się go ulepszać. Ukraińcy narzekają i nic nie robią, by żyło im się lepiej. Śnią o Europie i czekają, aż ktoś przyjedzie i im tę bogatą Europę przyniesie.
Andrzej: - Już się tak przyzwyczaiłem do wygodnego, bezpiecznego życia w Polsce, że czasami zaczyna mnie ono nudzić. Ale wystarczy pięć dni na Ukrainie i chcę wracać do Warszawy. I znów się zachwycam Polską.
Reportaż Jacka Różalskiego
źródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,20624368,ukraincy-o-polsce-czysto-piekne-domki-trawniki-a-urzednik.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


MARATON TANGA - GRYF - SZCZECIN 2017 II Międzynarodowy Turniej Łuczniczy Śladami Rybaka - 2 ... Second International Meeting of the Beatles Fans in Lublin (29-30 July 2017) - alternative camera World Racing 2 Drugi Międzynarodowy Zlot FSO Violetta Villas - Ave Maria no morro (II Międzynarodowy ... Siatkarski maraton Violetta Villas Spójrz prosto w oczy (II Międzynarodowy Festiwal Piosenki w Sopocie 1962) Janusz Zagórski - Niezależna Telewizja NTV (II MPppsz StopNop 02.06.2018)

Drugi Międzynarodowy Festiwal Iluzji 52 / 14-22.09.19 / Poznań

  1. MARATON TANGA - GRYF - SZCZECIN 2017
  2. II Międzynarodowy Turniej Łuczniczy Śladami Rybaka - 2 ...
  3. Second International Meeting of the Beatles Fans in Lublin (29-30 July 2017) - alternative camera
  4. World Racing 2 Drugi Międzynarodowy Zlot FSO
  5. Violetta Villas - Ave Maria no morro (II Międzynarodowy ...
  6. Siatkarski maraton
  7. Violetta Villas Spójrz prosto w oczy (II Międzynarodowy Festiwal Piosenki w Sopocie 1962)
  8. Janusz Zagórski - Niezależna Telewizja NTV (II MPppsz StopNop 02.06.2018)

Drugi dzień turnieju - finały i zakończenie turnieju. Bride and Groom sing EPIC Thank You Song to Wedding Guests - Best Wedding speech - Duration: 14:54. Jamie and Megan Recommended for you Międzynarodowy Festiwal Piosenki w Sopocie (1962) słynny występ Violetty publiczność przyjęła ją ze śmiechem i gwizdami, ale po zaśpiewani utworu nagrodziła ją wielkimi brawami. Owacja ... Międzynarodowy Festiwal Piosenki w Sopocie (1962) słynny występ Violetty publiczność przyjęła ją ze śmiechem i gwizdami, ale po zaśpiewani utworu nagrodziła ... Janusz Zagórski - Niezależna Telewizja NTV. Drugi Międzynarodowy Protest przeciw przymusowi szczepień. STOP NOP Warszawa 02.06.2018 r. Drugi międzynarodowy maraton tanga w Szczecinie - 14-16.07.2017. Nad pięknym i wietrznym o tej porze roku Bałtykiem rozgrywany jest po raz dwudziesty drugi Międzynarodowy Maraton Piłki Siatkowej Łeba 2020. Jest to jedna z największych tego typu imprez w ... Karolek123456789 Polonez Caro 2.0GSi baartlomiej007 Polonez Atu 1.6 GLi GRMN Polonez Caro MR'91 1.4 16V Joker Polonez Atu 1.6 GLi Lukaszkrysiak Polonez Caro 1.8 16V. 50+ videos Play all Mix - Drugi Międzynarodowy Zlot Miłośników Beatlesów w Lublinie (29-30 lipca 2017r.) - kamera alternatywna YouTube Paul McCartney Carpool Karaoke - Duration: 23:43.