Jak być dojrzały w życiu

Dojrzały emocjonalnie mężczyzna dba o miejsce, w którym żyje. Taki ktoś nie mieszka w syfie, który zrobił sam, bo nie chciało mu się sprzątać. Otacza się rzeczami, które są mu ... Dojrzałość jest kojarzona na ogół chronologicznie z wiekiem i latami doświadczenia życiowego. Jednakże kiedy mówimy o dojrzałości emocjonalnej, wiek ma często niewiele z nią wspólnego. Dojrzałość oznacza osiągnięcie punktu w życiu, gdzie rozumiesz, że nie ma potężniejszej miłości, niż miłość do samego siebie. Dojrzali ludzie nauczyli się akceptować to co ... Niedojrzały mężczyzna w związku prędzej czy później stanie się ciężarem, a związek taki trudno nazywać prawdziwym związkiem. Dojrzałość w związku przejawia się poczucie, że każda ze stron ma swoje prawa i obowiązki, i że są one takie same, równe. Dojrzały, „prawdziwy facet” (bo takie określenie jest Wam szczególnie bliskie) potrzebuje wsparcia. Opieki potrzebuje chłopiec, nawet taki 40-letni. A z przykrością stwierdzam, że dużo nieporozumień w związkach, a nawet rozpadów jest z tego powodu, że między tymi dwoma słowami stawiany jest znak równości. Czasem choć uważamy siebie za dojrzałych, pojawiają się w naszym życiu takie sytuacje, które uświadamiają nam, jak bardzo się myliliśmy. Aby ujrzeć to, kim byliśmy potrzebujemy czasu. To on kształtuje nasz punkt widzenia i tylko on, razem z wysiłkiem, który wkładamy, żeby zmienić coś na lepsze, jest w stanie sprawić, że ... W internetowych randkach, jak w życiu lepiej być bezpośrednim i szczerym: uprzejmie oraz z szacunkiem poinformuj drugą osobę, że chcesz czegoś innego i wolałbyś kontynuować swoje poszukiwania partnera. Nie ma nic gorszego niż zwodzenie kogoś, kiedy po prostu tego nie czujesz. Idzie to w parze z obwinianiem. Ty i tylko ty jesteś odpowiedzialny za każdy aspekt swojego życia. Jasne, nie możesz kontrolować zachowania innych ludzi, ale kontrolujesz własne. Musisz więc być autorefleksyjny i pomyśleć o tym, jak twoje działania odegrały rolę w danym scenariuszu w życiu. # 5 Traktuj innych z szacunkiem. Podniecenie w Twoim życiu Od czasu do czasu doświadczasz tego uczucia, jesteś znudzony, masz wielką ochotę na wyzwanie, ponieważ życiowa rutyna Cię dobija. Czy jesteś w związku czy nie, wszyscy znamy to uczucie. DojrzałeFlirtKontakty oferuje rozwiązanie: wzbogać swoje życie towarzyskie! Ty masz być tylko elegancką ozdobą. Obserwuj jak dojrzały mężczyzna okazuje zainteresowanie. Przede wszystkim dojrzały mężczyzna będzie dbał o swoją wybrankę. Jeśli kobieta wpadła mu w oko zrobi wszystko aby czuła się przy nim bezpieczna i szczęśliwa, jednocześnie obserwując również zachowanie kobiety. Aby stać się bardziej atrakcyjnym w oczach kobiet, wystarczy kilka minut, a nawet sekund! Jeśli wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia, te wskazówki będą dla Ciebie szczególnie cenne. Większość badań na temat tego, co kobiety uważają za atrakcyjne u mężczyzn, skupia się wokół wysokości zarobków.

Straciłem wszelką nadzieję. Boję się że już nie dam rady.

2020.07.23 12:37 jednotazowekonto Straciłem wszelką nadzieję. Boję się że już nie dam rady.

Przepraszam jeżeli zły flair, nie ma tutaj chyba odpowiedniego flaira.
Cześć. Byłem lurkerem na reddicie od dłuższego czasu, zrobiłem konto aby poszukać pomocy, polska wydaje mi się miła społecznością, na której być może znajdę jakąś pomoc.
Będzie długo, na dole jest TL:DR, ale w nim nie opisałem wszystkiego, bo się nie da wszystkiego streścić. Pisałem dosyć chaotycznie,nie potrafię inaczej.
Tytuł może szczerze zdziwić, zwłaszcza gdy powiem ze mam 17 lat, za tydzień 18. Powinienem wpierw trochę powiedzieć o sobie, chodzę do technikum, mniejsza o profil. Uważam, że moje życie to pasmo porażek i niepowodzeń, wieczny zawód, chociaż od ludzi ciągle słyszę, że jestem wzorem do naśladowania. Czy to od znajomych, nauczycieli, rodziny. Ciągły udział w konkursach, olimpiadach, wolontariat, stypendia. W technikum pod koniec I klasy dostałem się na miesięczne praktyki za granicą związane z zawodem, wyjazd był we wrześniu w II technikum. Ciągle słyszałem że to sukces. Zawsze mówili że nie mam co się martwić o przyszłość, zawsze sobie poradzisz. Gdybym nie wiedział co za takim człowiekiem stoi też bym tak pewnie mówił.
Zawsze odkąd pamiętam to słuchałem, że jak na swój wiek to jesteś dojrzały, mowili to jako komplement i pochwalę do moich rodziców. Niewiele ludzi wie, ale ja myślę że za dojrzałością młodych nie stoi dobre wychowanie, wręcz przeciwnie. Nigdy nie słyszałem nic dobrego od rodziców, zawsze tylko "czemu tak słabo" I tym podobne. Całe życie inwigilacja i nadzór, zawsze po szkole do domu, nigdy nie przeżyłem tego co myślę za każdy jako dziecko przeżywa, plac zabaw widziałem tylko miajajac go w drodze do domu, nigdy nie odwiedziłem przyjaciela, czy w ogóle jakiegoś miałem. Całe moje życie spędzałem samotnie,czasem jakiś kuzyn 50 woda po kisielu w moim wieku przyjeżdżał i to tyle jeżeli chodziło o moje życie towarzyskie za dzieciaka.
Teraz gdy o tym rozmyślam to wydaje mi się że depresję mam gdzieś od końca podstawówki, gdy szedłem do gimnazjum. Nie potrafiłem rozmawiać z ludźmi. Stałem się kozłem ofiarnym. Straciłem wszelką motywację z wzorowego ucznia, 3,4 na zakończenie, robiłem tylko minimum, głównie dlatego że gdy dostawałem w szkole pochwalę, to kończyło to się dręczeniem przez osoby z klasy. Wtedy po raz pierwszy myślałem o śmierci, nigdy nie doszło do czynów.
Myślę że już wtedy rodzice podejrzawali że coś jest nie tak bo nasiliła się inwigilacja, nawet gdy jechałem rowerem do babci to na każdym zakręcie matka czekała w samochodzie. Czy przypadkiem nie skręciłem gdzies, gdzie nie powinienem. Dotrawałem do 3 gimnazjum, zakończenie, nareszcie. Specjalnie spóźniłem się aby ominęło mnie to pierdolenie nauczycieli jak to wszyscy się smucimy że rozstajemy się z naszą klasą, wziełem świadectwo i tyle nawet nie zostałem na jakimś klasowym pożegnaniu.
Od technikum poprawiło mi się, znowu przykładałem się do nauki, dostałem się na wcześniej wpomniane praktyki, matka obdzwoniła wszystkich aby się znowu chwalić, a ja się cieszyłem że nie zobaczę ich przez miesiąc. Właściwie te praktyki to był jedyny moment gdy byłem szczęśliwy w życiu, a przynajmniej jedyny jaki pamiętam. Łącznie na praktyki dostało się 16 osób. Wylądowałem w pokoju 6 osobowym. Szybko się zaprzyjaźniłem z moimi towarzyszami niedoli, zwłaszcza że pokój był mały, łóżka piętrowe oraz mieliśmy do podzialu 1 prysznic i 1 kibel, zorganizowaliśmy się w tej naszej męskiej komunie. Mam nadzieję że większość wie co rozumiem przez męską komunę w dodatku 17-19 latków, wszystko było wszystkich oprócz telefonu i portfela, syf, darcie japy, haszkomory, prawo dżungli. Jednak mi to nie przeszkadzało. Świetnie wspominam te dni, wyjścia do barów i solowe zwiedzanie zabytków, zamków, zwłaszcza, że podczas praktyk miałem urodziny, nie musiałem ich spędzać w towarzystwie rodziny, jednak po powrocie znowu depresja wróciła i się nasiliła, uświadomiłem sobie jak wiele lat już zmarnowałem, że jak fajnie byłoby mieć przyjaciół, fajnie byłoby też być czymś więcej niż ozdobą dla rodziców. Miały być kolejne praktyki, tym razem we Włoszech ale COVID zjebał wszytko.
Teraz jestem tutaj, niedługo zacznę III technikum, nie oszukujmy się pewnie po wakacjach naucznie będzie online. 18nastke spędzę w towarzystwie rodziny która znów zasypie mnie głupimi pytaniami w stylu "dalej nie masz dziewczyny? Twój 20 letni kuzyn ma już dziecko". (jakby to było jakieś osiągnięcie), wiem że rodzice się znudzili i chcą się mnie pozbyć z domu, często mówią że wzięcie kredytu na 30 lat aby kupić mieszkanie to nic takiego i że to normalne że dzieci muszą opóścić rodziców gdy dorosną (oni sami mieszkają w domu rodziców mojego ojca, babcia jeszcze żyje) Czuję że zawód którego się uczę przestał mnie interesować, jedynym co dawało mi nadzieję to kolejne praktyki, ale się nie odbędą, w IV technikum nie mam co liczyć na praktyki, bo mamy poprostu napisać mature i spierdalać.
Najgorsze jest to że wydaje mi się, że moi rodzice prowadzą życie na kredyt. Wydają grubo ponad to co zarabiają. Skąd wiem? Bo gdy się pytam skąd oni biorą te pieniądze to zaczyna się gównoburza, gdy do stypendium niedawno liczyło się też ile rodzina zarabia,gdu się załapało trzeba było przedstawić PIT, I na pewno z tych pieniędzy nie da się opłacić w ciągu roku 2 nowych samochodów z salonu (seat ateca, skoda octavia), wyjazdu na wakacje, 2 działek ogrodowych (takich porządnych).
Boję się że w życiu nie czeka mnie juz nic dobrego, straciłem wszelkie złudzenia, po skończeniu technikum czeka mnie samotność, życie od wypłaty do wypłaty, niespełnione marzenia i zawiść, już teraz gdy widzę szczęśliwe dzieci to czuje taką zazdrość i zawiść.
Obawiam się 18 urodzin.
Myślę że nie pociągnę już tak dłużej, nie widzę żadnego sensu czy celu. Gdy się budzę nad ranem potrzebuje około godziny aby w ogóle wstać. Nie mogę też poszukać pomocy, chciałbym zadzwonić na 116 111 ale nie mam czasu, nigdy nie jestem sam w domu. Na psychologa na pewno mnie nie stać. Cały czas gdy to pisałem, musiałem przerywać przez płacz. Nie mam myśli samobójczych, ale też nie mam po co wstawać, żyje na autopilocie dni lecą tak szybko a ja nic nie pamiętam, każdy dzień jest taki sam. I nie wiem co zrobić aby to zmienić. Czy gdzie też szukać pomocy.
TL:DR - mam prawie 18 lat i nie widzę żadnego sensu dla siebie ani jakiejkolwiek nadzieji na przyszłość, rodzice całe życie mnie kontrolowali, nie miałem przyjaciół, jedyne co robiłem to szkoła-dom, nie robiłem nic co wszystkie inne dzieci robiły, cały czas samotny. Teraz wydaje mi się że rodzice chcą żebym wywalał z domu jak najszybciej (sami od rodziców nigdy się nie wyprowadzili).
Wiem że po zakończeniu technikum nie będę miał nikogo kogo mogę nazwać znajomym, samotność , pewnie czeka mnie życie od wypłaty do wypłaty, ogólnie brak perspektyw i celu życia, "życie" na autopilocie, wydaje mi się że mam depresję od gimnazjum, ale myślę że problem sięga głębiej niż sama depresja, nie wiem co jest dokładnie źródłem problemu, chciałbym wiedzieć, ale nie stać mnie na psychologa. Tak na prawdę nie wiem po co to wszystko piszę, musiałem po prostu to wszystko gdzieś napisać, nawet dzięki temu poczułem się trochę lepiej.
Dzięki za czytanie. Życzę Ci miłego dnia.
submitted by jednotazowekonto to Polska [link] [comments]


2019.03.22 14:17 Eddie_The_White_Bear Nauczycielstwo

Ostatnio było sporo dyskusji odnośnie strajków nauczycieli. Wielu zwolenników, wielu przeciwników. Chciałbym wyraźić swoją opinię, wiem jak wygląda ta praca od środka (w tym momencie sporo osób przestaje czytać i idzie pisać komentarz o tym że powinienem spierdalać bo się nie znam i bronię darmozjadów), ale mam nadzieję że będę jak najmniej stronniczy jak się da, a post będzie bardziej informacyjny.


1) Zarobki podstawowe

Tutaj mamy wielką hipokryzję. Jeśli podasz zarobki nauczycieli to podnosi się krzyk że to poniżej godności człowieka, że nikt nie powinien tyle zarabiać i za tyle zarabiać i za to nie da się utrzymać, co najwyżej z trudnością wegetować od pierwszego do pierwszego. Sytuacja się zmienia jak dodasz magiczne słowo "nauczyciele", wtedy jest krzyk że to zdecydowanie za dużo, powinni pensję obniżyć i każdy co do jednego powinien się przekwalifikować jak mu nie pasuje. Także tego.

Ogółem jak to wygląda z pensjami. Nauczyciel ma cztery "stopnie awansu" - stażysta, kontraktowy, mianowany i dyplomowany. Pomiędzy każdym stopniem awansu zawodowego musi przepracować X lat. Każdy stopień kończy się egzaminem kompetencji. Zarobki stażysty wynoszą mniej niż 1900 zł na rękę (lekko powyżej minimalnej krajowej), a pensja najwyższego stopnia to poniżej 3000 zł na rękę (nie wiem dokładnie ile, pytałem się ale teraz nie pamiętam).

2) Dodatki

Wiele się słyszy o różnych dodatkach do pensji.

Najbardziej popularny to tzw. **dodatek stażowy**. Polega on na tym, że począwszy od 4 roku pracy co roku nauczyciel dostaje dodatkowo 1% od pensji zasadniczej (czyt. bez dodatków). Dodatek stażowy rośnie co roku aż dobije do 20%.
Także zakładając dla uproszczenia zarobki zasadnicze w wysokości 2000 zł, to już po 24 latach pracy można otrzymać zawrotne 400 zł premii.

- Dodatek funkcyjny, dla nauczycieli z "funkcją", czyli np: dyrektorzy i wychowawcy klas. Zakładając po 3 klasy w każdym roczniku, dodatek funkcyjny co roku odbiera ok. 11 pracowników szkoły. Dla wychowawcy są to widełki od 2% do 20% zasadniczego wynagrodzenia. Dyrektorzy są bardziej uprzywilejowani - dodatek ma widełki od 5% do 100%, ALE widełki te w przypadku dyrektora określa samorząd miejski, np: urząd gminy.

- Dodatek wiejski - 10% pensji zasadniczej za pracę w miejscowościach poniżej 5 tys. mieszkańców.

- Dodatek motywacyjny - najbardziej kontrowersyjny. Przyznawany za "duże osiągnięcia" w pracy. Do 50% pensji zasadniczej. Ale znów dodatek ten jest przyznawany przez władze samorządowe a nie szkołę. Także wszystko zależy od kompetencji urzędników. Mogą nie przyznać go wcale, albo co roku tej samej jednej osobie która jest krewnym i znajomym królika i ma chody "na górze" ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

- Dodatek za pracę w trudnych lub uciążliwych warunkach - najrzadziej spotykany. Głównie wśród przedmiotów przyuczających do zawodu, np: zajęcia w szkołach górniczych pod ziemią czy w szkołach leśniczych w lesie. Dodatek to max 50% zasadniczej.


Na papierze jest to sporo. W praktyce większość nauczycieli dotyczy tylko stażowy i funkcyjny za wychowawstwo. Sporo pobiera też wiejski, ale raz że jest niski, dwa że... ale o tym napiszę w następnym punkcie.



3) "Niech uregulują czas pracy do 16 i wtedy wszyscy zobaczą..."

Krótko - fajna opcja, ale się nie da.

Dlaczego? Dlatego że praca nauczyciela zależy w dużej mierze od dnia albo przedmiotu.
Nauczyciel w-f nie potrzebuje sprawdzać po godzinach klasówek. Nauczyciel takiej nie wiem, chemii może je sprawdzać według klucza, ale nauczyciel na przykład językowy przy sprawdzaniu listów i rozprawek już musi do każdej pracy podejść indywidualnie. Zresztą sprawdzanie klasówek i kartkówek to najmniejszy problem.
Prawdziwą zmorą są raporty. Ministerstwo edukacji wymaga żeby każda klasówka, sprawdzian czy wydarzenie musi być oprotokołowane. Każde jedno zadanie przechodzi analizę procentową, każdy uczeń ma wyliczenia jak poradził sobie z zadaniem względem klasy, czy w przypadku egzaminów między szkolnych względem szkoły, gminy, powiatu, województwa i kraju. Do tego każde jedno zadanie musi być wyargumentowane pod który punkt podstawy programowej podpada i liczony względem tzw. staniny, czyli widełek poziomu szkoły względem kraju.
Ogółem klasówka z 10 zadaniami to około 15 do 20 stron raportu. Przy egzaminach jest tego więcej.
Także w zależności od tego co się dzieje nauczyciel nawet próbując robić wszystko w szkole raz może skończyć wszystko o 13 a raz nie wyrobić się do 21. Nie ma tak, że "16, kończę robotę", deadliny wynoszą zazwyczaj 1-2 dni.

No i kwestie sprzętowe - większość dokumentów musi być drukowana (a na pewno wszystkie klasówki). Wszystko fajnie, ale na jedną szkołę zazwyczaj jest jedna drukarka i jakieś 3 ryzy papieru przydziału. Na szkołę, nie osobę. Większość nauczycieli większość dokumentu sporządza w domu żeby nie stać godziny w kolejce do drukarki. Oczywiście za papier, tusz i zużycie sprzętu nie mają zwrotów, wszystko idzie za prywatne pieniądze.

Do tego przychodzą wywiadówki dla rodziców i rady pedagogiczne. Są to nieodpłatne obowiązkowe nadgodziny.
Rady pedagogiczne zależą od dyrekcji, mogą być raz na miesiąc i trwać godzinę a mogą być co 2 dni i trwać za każdym razem po 3-4 (i to nie jest zmyślona sytuacja bo znam osobę która tak pracuje). Także w każdej chwili dyrektor może powiedzieć "w czwartek masz przyjść o 16 na radę", która będzie trwała do 21 i nie zobaczysz z tego złamanego grosza. Co najwyżej dyscyplinarkę jak cię nie będzie.

No i ostatnia kwestia, o której wspomniałem w poprzednim punkcie - szkoły wiejskie. Do niedawna nauczyciel szkoły wiejskiej nie miał problemów, bo godzin było wystarczająco. Problem zrobił się po likwidacji gimnazjów. Do wszystkich przeciwników tych placówek - mówię jedynie o problemach kadrowych.
Bo o ile matematycy, poloniści i angliści pracują normalnie, o tyle przedmiotów których godzin jest mało, jak fizyka, chemia czy muzyka mają problem. W jednej wiejskiej szkole jest zazwyczaj jedna klasa danego rocznika (albo wcale).
Weźmy na przykład nauczyciela techniki - ma danej szkole ma zajęcia z czterema z ośmiu roczników. Po 2 godziny w tygodniu. Daje to 8 godzin lekcyjnych pracy. Na tydzień. Zdecydowanie za mało żeby wyrobić etat. Nauczyciele takich przedmiotów uczą zazwyczaj w 3-4 szkołach, nie po to żeby dorobić, ale żeby zyskać jeden pełny etat.
Zakładając teraz pracę w jednym zakładzie do 16, w której szkole ma dana osoba przebywać?


A co do osławionego "przygotowania do zajęć" - wbrew nazwie nie oznacza to przypominania sobie bazowych wiadomości które trzeba przekazać (chociaż to też). Przygotowanie do lekcji to przede wszystkim sprawdzenie z czym klasa ma największy problem i nad czym się skupić w szczególności. Ewentualne przygotowanie sprawdzianów i klasówek. Chociaż to oczywiście zależy od nauczyciela, bo są i tacy co mają wyjebane za przeproszeniem.


4) Ośmiorniczki! A nie, przepraszam, KOREPETYCJE!

Wielki krzyk o tak zwane "korepetycje". Hurr durr każdy nauczyciel daje korki na czarno, biorą wuj kasy i wtedy się starają a w szkołach nie.

Dobra... korepetycje istnieją, fakt, ale jest to domena głównie miast. Na wsiach mają zazwyczaj za przeproszeniem wyjebane na to, bo nie potrzebują wyników. I tak ich przyjmą wyżej jeśli zdadzą bo lokalne wiejskie szkoły średnie są na granicy upadku.
Co więcej - nie każdy nauczyciel=korepetycje. Chwila zastanowienia, mówisz "przedmiot na korki" myślisz...?
Fizyka, matematyka, może biologia. Języki, głównie obce. Czyli mamy jakąś połowę przedmiotów. Poza tym wiele nauczycieli korków po prostu nie daje.

Kwestia tego że na korkach uczy się lepiej - to jest normalne i nawet nie chodzi o pieniądze. Łatwiej przekazać informację jednej osobie, u której od razu widać z czym ma problemy, niż 30 osobom na raz kiedy gonią cię nierealne terminy z ministerstwa (podstawa programowa często ułożona jest "na styk", a lekcje czasem przepadają bo święta itd.)

5) Bo oni się nie nadają

Krótka piłka - są osoby które się nadają i powinny pracować w tym zawodzie i są osoby które nie powinny, trafiły tam bo do niczego się nie nadawały albo po znajomości.

Ale na pewno nie przyciągniesz specjalisty w dziedzinie za pensję kasjerki w Żabce ¯\\\_(ツ)\_/¯
Misją nie wyżyjesz.

A przy okazji kwestia sfrustrowanych starych panien - niestety są głupie przepisy że nauczyciela w wieku okołoemerytalnym nie można zwolnić jeśli przywodzi do pracy, nawet jakby odwalał największą chałę w historii kraju. Jeśli przekazuje informacje z podstawy - nie mają prawa takiego osobnika ruszyć. Ale i tak jest lepiej niż kiedyś, bo takiego osobnika nie można było zwolnić nawet po emeryturze dopóki sam nie chciał - i osiemdziesięcioletnie dziadki blokowały etaty młodym bo chciały dorobić do emerytury. Najprawdopodobniej każdy takiego osobnika spotkał i ma z nim negatywne skojarzenia które rzutują na cały ten zawód.

6) Jak się nie podoba to się przekwalifikujcie

Bardzo dojrzały argument.
Skoro już teraz w szkolnictwie jest tak źle, to zróbmy jeszcze gorzej! I dalej narzekajmy na idiocenie narodu którego można przekupić dając im 500 zł! Po co komu wykształcony naród, niech żyje chłopski rozum! Jej!

Cóż, nie.

7) Czas pracy i sposób pracy

- Przerwa NIE JEST dla nauczyciela. Te teksty rzucały tylko osoby które skończyły zajęcia/nie miały dyżurów.
Ogółem dyżury to sprawowanie opieki nad całym korytarzem, sztywno od dzwonka do dzwonka.
Masz klasę na parterze a dyżur dwa piętra wyżej. Dzwonek na przerwę jest o 8:45. Coś złego tam się stanie o 8:46 (nie zdążysz przyjść). Ty masz sprawę karną bo nie było cię na dyżurze 乁(⫑ᴥ⫒)ㄏ
To nie jest tak że "siedzą i piją herbatkę"

- Jak już jesteśmy przy herbacie. Owszem, często widzi się nauczycieli z herbatą. Lub innymi napojami. Nawilżanie strun głosowych.
Nauczyciel pracuje głównie głosem. Nie jest to typowa praca ani fizyczna ani umysłowa. Dlatego ciężko to porównać z innymi zawodami (chociaż najczęściej spotykane są porównania z dupy "niech postoją przy taśmie to zobaczo).
Głos zużywa się i męczy w innym stopniu, dlatego godziny pracy są inne niż w typowych zawodach (czyt. krótsze).
Żeby realnie porównać zawód nauczyciela to jakiegokolwiek innego trzeba wybrać osobę która też pracuje głosem - lektor, radiowiec, nawet call center.

- Stracisz głos, stracisz pracę. No nie ma możlwości nauczać bez głosu. Dlatego nauczyciele mają przywilej "urlopu dla poratowania zdrowia", zazwyczaj wydawanego na polecenie laryngologa. Trwa on rok i o ile się nie mylę można go wziąć dwa razy w życiu.

8) Wyniki są słabe a uczniowie coraz głupsi

Są trzy powody takiego stanu rzeczy - albo nauczyciele albo rodzice albo "brainlet".

Powód nauczyciela - to że uczy słabo. Nie oszukujmy się, w tym zawodzie jest pełno leni i kombinatorów. Jak w każdym zresztą. Chcą zrobić swoje minimum nawet kosztem zniechęcenia do nauki. A to że będą mieć niskie wyniki i opierdol od dyrekcji - jakoś przeżyją. Takie osoby najczęściej mają "plecy" i mogą sobie pozwolić na nicnierobienie.

Powód rodziców - kompletne zaniedbanie dziecka i jego predyspozycji i latanie do szkoły z każdą jedynką bo to oczywiście tylko wina szkoły że Brajanek dostał jedynkę. Zwalanie całego wychowania i zachęcania do edukacji tylko na szkołę nie jest dobrym rozwiązaniem. Od tego szkoła jest, ale od tego są też rodzice. A nie że "odesłaliśmy do szkoły i pierdolić już nie trzeba się nim zajmować". Szczególnie jeśli maluch trafi na belfra opisanego powyżej.

Powód "Brainlet" - to głównie wśród starszych, gdy jedyne co robisz w szkole to "hehe powkurwiajmy wredną facetkę od majzy". W każdej szkole jest dużo takich - nie zdali po kilka razy bo im niepełne podstawowe starczy albo jadą na dwójach bo lokalna zawodówka przyjęłaby nawet szympansa z niedorozwojem. No sorry. Nie każdy chce się kształcić, wystarczy że będą umieli napisać "HWDP" na murze.


9) Wakacje

Wakacje wzbudzają wiele kontrowersji. 2 miesiące urlopu! Lenie! Zabrać!
Wakacje są solą w oku wielu, ale rozbijmy je na czynniki pierwsze.

Wakacje trwają zazwyczaj od 1 lipca do 31 sierpnia. Łącznie 62 dni.
Odejmijmy od tego weekendy, gdyż jeśli pracownik nie pracuje w weekendy nie liczą mu się one do urlopu (o czym zazwyczaj ludzie zapominają gdy wytyka się wakacje nauczycielom) - zostaje nam 45 dni.
Wakacje od 1 lipca są tylko dla uczniów - pierwszy tydzień lipca dla nauczycieli jest pracujący, trzeba "zamknąć" rok pracy - odejmujemy 5 dni roboczych. Zostaje nam 40 dni.
Ostatni tydzień sierpnia też jest dla nauczycieli pracujący - trzeba "otworzyć" nowy rok i są spotkania - kolejne 5 dni.
A więc z 62 urlopu, o które ludzie się tak plują, zostaje nam raptem 35 dni.
Zważywszy na to że średnio urlop wypoczynkowy trwa ok. 20-25 dni.

Ferie zimowe - ok. 2 tygodni, 10 dni roboczych.
Ferie świąteczne - okres między 26.12 a 02.01 - - 5 dni roboczych.

Teoretycznie dodatkowe 15 dni wolnego. Tutaj wszystko zależy od szkoły, są to bowiem dni wolne od nauki dla uczniów. Dyrektor ma prawo wymagać by nauczyciele w te dni stawili się do pracy, jest to normalny dzień pracujący. Zazwyczaj jednak tego nie robią z powodów ekonomicznych - nie trzeba ogrzewać, zużywać prądu itd.

Także urlop nauczyciela trwa corocznie od 35 do 50 dni roboczych. Jest to wciąż więcej niż przeciętny urlop wypoczynkowy.
W zamian za dłuższy urlop odbierany jest przywilej wybierania sobie daty urlopu (nie oszukujmy się, lipiec i sierpień to najdroższe miesiące to wyjeżdżania gdziekolwiek) i brak przywileju tzw. urlopu na żądanie.

Nie twierdze że to lepsza czy gorsza sytuacja. Po prostu inna, każdy musi sam zdecydować w jakim trybie wolałby mieć urlop.


10) Podsumowanie

Trochę w tym poście było narzekania, ale starałem się ująć głównie suche fakty. Czy twierdzę że ta praca jest wyjątkowo trudna i ciężka? Nie, jest to praca jak każda inna - ma swoje wady i zalety. Na pewno nie jest łatwiejsza, jest tak samo ciężko jak każda inna. Owszem pełno jest osób niekompetentnych. Dużo jest też tych z misją. Czy zatem moim zdaniem należą się podwyżki - zdecydowanie tak, chociażby w związku z inflacją i zwiększonymi kosztami życia. Nie oszukujmy się, jeśli nie chcemy do końca świata być montownią Niemców przy taśmie trzeba trochę zainwestować w edukację. Nie twierdzę że wszystkiego nauczą się tak, większość geniuszy to samouki - ale ktoś musi pokazać im drogę, zachęcić do kształcenia się.
A skończy się na tym że nauczyciele którzy się nadają pójdą za radami neta i "przekwalifikują się" na sprzątaczki, w szkołach zostaną same stare raszple pod emeryturę i wykreujemy idiokratyczny naród któremu do szczęścia potrzeba jedynie socjalu, wódeczki i patostreamów w narodowej telewizji.


Tekst wrzuciłem też na wykop. Chcę porównać opinię.
submitted by Eddie_The_White_Bear to Polska [link] [comments]


2018.02.09 21:45 ben13022 Fałszywa polędwica, czyli da Vinci znad Wełtawy. [Reportaż Mariusza Szczygła]

Mariusz Szczygieł, 2018 r.: - Po spotkaniu z czytelnikami we Lwowie podeszła do mnie małżonka konsula Republiki Czeskiej. Zaproponowała, że pan konsul za chwilę podjedzie samochodem pod księgarnię, żeby zabrać mnie i pokazać rzecz ważną dla Czechów na Ukrainie. Chodzi o pewną pamiątkową tablicę.
Zgodziłem się od razu. Wszystko, co dla Czechów ważne, mnie także interesuje.
Konsul zawiózł nas do czeskiego konsulatu. Był późny wieczór i ukraińscy strażnicy patrzyli spode łba na tę nagłą wizytę, zwłaszcza że dyplomata z gościem nie weszli do pomieszczeń urzędowych, tylko stali w jednym miejscu na korytarzu i wpatrywali się w ścianę.
A na niej - w złotą tablicę z czarnym napisem: „W tym miejscu w latach 1902-1903 Jára Cimrman miał zamiar wybudować gigantyczną fabrykę wody sodowej”.
Przeczytałem napis i spojrzałem zaskoczony na gospodarzy. Dyplomata, widząc moje zdumienie, uznał za stosowne od razu wyjaśnić: - Oczywiście Jára Cimrman miał doświadczenie w wodzie sodowej, bo przyjechał do Lwowa wprost z Budapesztu, gdzie z sukcesem wpuścił bąbelki do Dunaju.
Przy tym pan konsul nawet się nie uśmiechnął. Zrozumiałem, że nie było w tym rzeczowym wyjaśnieniu ani w tablicy nic zabawnego.
Spojrzałem jeszcze raz wymownie na konsula, który dalej wyjaśniał: - W miejscu, gdzie stoi budynek konsulatu, był wielki dół. Jára wykopał go pod fundamenty fabryki. Niestety, z niejasnych powodów nie dokończył dzieła. I na tych fundamentach zbudowano nasz konsulat.
Poniższy reportaż Mariusza Szczygła o Járze Cimrmanie ukazał się w "Gazecie Wyborczej" 5 stycznia 2011 r. oraz w wydanej przez Agorę książce "Láska nebeská"
  • CZĘŚĆ 1: Jára Cimrman we mgle
W Muzeum Narodowym w Pradze skończyła się właśnie wystawa dzieł największego czeskiego geniusza, a prawdopodobnie jednego z największych geniuszów świata - Járy Cimrmana. Otwarto ją w święto narodowe, w dzień patrona Czech - św. Wacława. W kraju, w którym panuje niechęć do zadęcia, taka symboliczna data coś znaczy.
Cimrman był bowiem umysłem renesansowym, porównywalnym tylko z Leonardem da Vinci. ("To jedyny mój pacjent, który potrafił wywołać we mnie kompleks" - Zygmunt Freud).
Wystawa w Narodowym pokazywała ułamek twórczości Cimrmana - wynalazki. Wiele z nich współcześni czescy inżynierowie odtworzyli na podstawie szkiców, które odnajdowano przypadkiem od 1965 roku zamurowane w ścianach.
Kiedy usiłowałem wejść na tę wystawę, musiałem stoczyć bój z tłumem. Szczerze mówiąc, udało mi się włożyć głowę między ściśnięte ciała Brytyjki i Francuza i zobaczyć przez chwilę jedno z dzieł.
Była to genialna wprost wtyczka do prądu. (Wielu cimrmanologów dowodzi, że Jára Cimrman pomógł Edisonowi wynaleźć żarówkę; inni, choćby polski znawca J.C. Paweł Leszczyński, przychylają się do wersji, że Czech na zlecenie Edisona wyrobił gwint do żarówki; z tego powodu powszechnie na żarówki mówiono w Czechosłowacji "jarówki"). Genialna wtyczka, którą zobaczyłem w muzeum, przeznaczona jest dla samobójców. Zamiast kabla ma rączkę z metalu, gwarantuje więc natychmiastową śmierć.
Mało kto wie, że Jára Cimrman był pionierem internetu. Kiedy w 1889 roku Amerykanin Strowger wynalazł centralę telefoniczną, Cimrman niewiele później kupił tani namiot cyrkowy, który przemienił w naukowe centrum telekomunikacyjne. Zatrudnił do tego 12 emerytowanych profesorów szkół średnich. Każdego z nich posadził w namiocie przy telefonie i płacił za odpowiadanie dzwoniącym na pytania z jego dziedziny. Namiot działał cztery lata, do momentu, aż siedmiu profesorów zaatakował wirus.
Jára Cimrman - wynalazca, dramatopisarz, eksperymentator teatru, kompozytor, dentysta, filozof, narciarz, globtroter (zdobył biegun północny), przyjaciel i nauczyciel Alberta Einsteina - w Polsce nie jest szeroko znany.
Zanim postanowiłem przełamać polskie milczenie na jego temat, chciałem zorientować się, dlaczego nasi bohemiści nigdy nie poświęcili mu popularyzatorskiego studium. Rozmawiałem o tym z wieloma Czechami, którzy byli zgodni: zazdrość.
Zresztą, dowodzili, zjada ona też wiele innych narodów. Kiedy nieprzygotowany odbiorca zetknie się ze spuścizną Cimrmana, przeżywa szok, a potem falę zawiści. Na przykład wielu powątpiewa w zdobycie przez Cimrmana bieguna północnego: twierdzą, że uciekając przed wygłodniałym plemieniem Mlasków, ominął biegun o siedem metrów. Trudno chyba im pogodzić się z tym, że Czesi - ten niezbyt liczny naród - wydali na świat kogoś, kto przygniata swoim dorobkiem najzdolniejszych Polaków, Niemców czy Rosjan.
À propos tych ostatnich - zauważyłem, że w kanonicznej monografii o Antonim Czechowie autorstwa René Śliwowskiego nie ma informacji (wypadła celowo?) o znamiennym spotkaniu obu twórców, dzięki któremu Czechow napisał "Trzy siostry".
Było tak: Czechow siedział w swojej altanie i pisał. - Antoni Pawłowiczu, a co to piszecie? - zagadnął Jára Cimrman, który właśnie przechodził obok. - "Dwie siostry" - odpowiedział pisarz. - Nie za mało? - spytał geniusz i poszedł dalej.
Zacznijmy jednak od życiorysu. Jára Cimrman urodził się w Wiedniu, w latach 1840-1893, jako syn czeskiego krawca Leopolda Cimrmana i austriackiej aktorki Marlen Jelinek-Cimrman (konflikt rodziców spowodował, że chodził jednocześnie do czeskiej i niemieckiej szkoły).
Sam wybrał narodowość czeską i z nią się utożsamiał.
Jako genialnie piszące dziecko wysyłał listy protestacyjne do zaborcy, czyli cesarza monarchii habsburskiej Franciszka Józefa. Cesarz jednak nigdy na nie nie odpowiedział. Prawdopodobnie dlatego, że mały Jára prosił go o to, żeby umarł lub abdykował w jakimś łatwym do zapamiętania roku.
W 2008 r. odnalazła się ostatnia sztuka patriotyczna Cimrmana. Podczas likwidacji cukrowni w Dymokurach, gdzie Cimrman przez pewien czas był nauczycielem w szkole podstawowej, znaleziono rękopis. Tekst nosi tytuł "Czeskie niebo", bo właśnie w niebie zbiera się senat złożony z największych postaci czeskiej historii."Ograniczenie produkcji cukru w Republice Czeskiej przyniosło przynajmniej jeden słodki efekt" - pisała prasa.
W uwagach dla reżysera Cimrman pisze wprost, że aby odciągnąć uwagę od antyhabsburskiej wymowy sztuki, reżyserzy powinni rozważyć wystawianie jej pod tytułem "Chwała cesarzowi!".
Mieszkańcy Dymokur są zaś dumni z pomocy, jaką dramaturg od nich otrzymał. Otóż żeby mieć 27 kopii sztuki naraz, Cimrman dyktował ją wszystkim 27 uczniom. Jeszcze do niedawna żyli ostatni, którzy chwalili się, że byli tzw. żywą kopiarką Cimrmana.
Ojciec Járy, czeski patriota, pochodził z Liptakova i przez całe życie nie mógł o tym zapomnieć. Zygmunt Freud, który szył w jego wiedeńskiej pracowni zimowe palto, zdiagnozował u Leopolda nerwicę natręctw, a właściwie jej odmianę, którą wprowadził potem do nauki jako telepatriotyzm.
Krawiec podczas szycia miał przywidzenia, że jest małym chłopcem i w rodzinnym Liptakovie próbuje cukierków z miodu. Wkładał wtedy bezwiednie do ust metalowe guziki, po czym ssał je i połykał. Jego organizm nie umiał ich strawić, w rezultacie usunięto mu operacyjnie 87 guzików.(Po pozbawieniu żołądka ciężaru ojciec nabył obsesji, że jest za lekki i uleci w powietrze; z tego problemu także leczył go Freud).
Wróćmy jednak do rozrzutu lat urodzenia Járy Cimrmana. Polski badacz Paweł Leszczyński skłania się do teorii, że wynika on z manii geniusza. „Jedną z jego obsesji - pisze Leszczyński za cimrmanologami czeskimi - było nieustanne niszczenie i fałszowanie jakichkolwiek informacji na swój temat, począwszy od fotografii, a skończywszy na oficjalnych dokumentach.
Cimrman chciał w ten sposób zapobiec tworzeniu swojej legendy, uznając przede wszystkim wagę czynów, a nie suchych faktów i dat”.
Prawdopodobnie zacieranie śladów doprowadziło do tego, że nie jest znany niemal żaden wizerunek Járy Cimrmana. Istnieje jego autopopiersie z kamienia, na którym zanikły już rysy twarzy, ponieważ przez dziesiątki lat rzeźba służyła jako manekin w zakładzie kapeluszniczym. Na popiersie wkładano filcowe kapelusze i formowano je gorącą parą.
Zachowało się za to jedno jedyne zdjęcie przyszłego geniusza - ma na nim około roku.
Widzimy go tu z siostrą bliźniaczką, ale niestety, nie wiadomo, które z dzieci to Jára.
Zauważmy, że jedno z nich unosi lewą dłoń z przegiętym nadgarstkiem - i na tej podstawie sądzi się, że jest to dziewczynka. Niemniej kiedy pojawiła się pogłoska, że Jára Cimrman był także homoseksualistą, uznaje się możliwość, że dziecko z przegiętym nadgarstkiem jest płci męskiej.
Sporo pisało się o traumie, jaką Jára przeżył w młodości.
Rodzice do 16. roku życia ukrywali przed nim, że jest chłopcem, bo chcieli, żeby donosił ubrania po starszej siostrze. Wracając do dat urodzenia. Istnieje też inna teoria. Dzięki niej w Czechach przez wiele lat obchodzono setną rocznicę urodzin geniusza. Do tej wersji skłania się polska badaczka Magdalena Domaradzka. Oto fragment wykładu na temat Cimrmana w Pradze w 1992 roku, jaki Domaradzka cytuje w swojej pracy:
"Również w tym roku obchodzimy setną rocznicę urodzin Járy Cimrmana. Dzięki proboszczowi IV parafii w Wiedniu Franzowi Huschkowi, który większości zapisów w księgach dokonywał w stanie nietrzeźwym, nie da się z pewnością powiedzieć, czy małżonkom Marlenie i Leopoldowi Cimrmanom urodził się synek mroźnej nocy w lutym roku 1857, 1864, 1867 czy 1892. Zapisy sugerują nawet rok 1893. A więc i w przyszłym roku minie 100 lat od dnia jego narodzin".
Nie wiadomo, kiedy Cimrman umarł. Przyjmuje się, że zniknął w pewnym momencie, ale nikt nie wie, w jaki sposób, kiedy i gdzie.
Po sensacyjnym odnalezieniu jego spuścizny w 1966 roku (teoretyk muzyki dr Hedvabný chciał zbudować w swoim domu w Liptakovie kominek i znalazł w ścianie skrzynię z dramatami, partyturami i szkicami Cimrmana) wystawiono pierwszą sztukę "Akt". Od razu było wiadomo, że jest to czeski dramaturg wszech czasów.
Najlepiej wyraził to scenarzysta i aktor "Butelek zwrotnych" i "Koli" Zdenek Sverák:
"Można w to wątpić. Można się z tym nie zgadzać, ale to jedyne, co przeciwko temu da się zrobić". Od 1992 roku działa w Pradze Teatr Járy Cimrmana na Żiżkowie (www.zdjc.cz), który wystawia 15 z 29 odnalezionych sztuk mistrza. Kolejki po bilety ustawiają się tam od siódmej rano.
W ciągu dziesięciu lat udało mi się obejrzeć tylko jedno przedstawienie, co - jak mnie przekonywała jedna z bojowniczek o bilety - i tak jest sukcesem.
Ponieważ nie wiadomo, od kiedy Cimrman nie żyje, można założyć, że przez nikogo nierozpoznany mógł widzieć pierwsze wystawienia swoich sztuk w komunistycznej Czechosłowacji.
Od czasu, kiedy po raz pierwszy publicznie zaprezentowano dokonania czeskiego geniusza (w słynnym programie radiowym nadawanym na żywo z bezalkoholowej winiarni Pod Pająkiem w Pradze), jego sztuki stały się modne i są modne do dzisiaj.
W Polsce przez ostatnich 20 lat nie pisało i nie mówiło się o tym za wiele ze względu na estymę, jaką cieszy się w naszych elitach intelektualnych dramaturg Václav Havel.
Dramaturgia Cimrmana to teatr między operetką a Ibsenem. Ktoś nazwał jego sztuki "bajkami deformowanymi przez logikę i doświadczenie dorosłych". Ma na koncie więcej różnorodnych dokonań dramaturgicznych niż Havel, bo i monumentalne dzieła historyczne, i farsy, i musicale.
Jedna ze sztuk świadczy - zdaniem znawców - że Jára Cimrman dożył jednak sędziwego wieku. W dramacie "Śliwka" - z podtytułem "Sceniczny sklerotykon" - większość postaci to ludzie bardzo starzy, dialogi są po raz pierwszy rwane i niedokończone, jakby opuszczały fabularne koryto rzeki, tworząc ślepe laguny, z których nie ma już powrotu.
Wszyscy są zgodni, że tylko bardzo dojrzały twórca mógł tak idealnie pokazać, jakie piętno starość odciska na mózgu. Cimrman przedstawia dwie komplementarne wady umysłu starego człowieka: nie ma on już zdolności utrzymania myśli i za nic nie opuści tej myśli, którą ma.
Obserwując potencjał intelektualny aktorów, Cimrman stworzył słynny w Czechach i Austrii Dekalog Aktora. Oto pierwsze cztery przykazania:
  1. Pamiętaj, że na scenie nazywasz się inaczej niż w życiu. Dobrze jest znać imiona pozostałych postaci.
  2. Emocje wyrażaj raczej tyłem do publiczności. I śmiech, i płacz najlepiej wyrazisz ruchem ramion.
  3. Za przedmioty rzucane na scenę nie dziękuj.
  4. Przy podpowiedziach suflera nie powtarzaj wszystkich zdań, niektóre są dla twoich kolegów. Jako wizjoner teatru Jára Cimrman doprowadził do najciekawszego eksperymentu w teatrze europejskim I połowy XX wieku. (Streszczam za doc. Jirzím Šebánkiem, który omawiał go na IV Salonie Járy Cimrmana w 1970 r.). Czech miał ambicję pokazać w teatrze monumentalny kalejdoskop historii, zaczynający się od bitwy pod Termopilami, z powstaniem bokserów w Chinach na finał.
Widowisko usytuował w amfiteatrze o długości ośmiu kilometrów. Tak wielkiej sceny widz nie mógł zobaczyć nawet przy użyciu lornetki, dlatego za zezwoleniem c.k. kolei scenografię przedstawienia ustawił wzdłuż trakcji między Tešeticami a Vrkutami, gdzie pociągi zwalniały bieg, a pasażerowie z okien i dachów wagonów obserwowali akcję. Kiedy pociąg wracał, widzowie mieli wyjątkową możliwość oglądania przedstawienia od końca do początku.
Ówczesna prasa pisze, że w trakcie najbardziej sensacyjnych scen kolej odnotowała wiele przypadków użycia hamulców bezpieczeństwa i z tego powodu szybko wycofała się z koprodukcji.
Cimrman w latach 90. XIX wieku zbudował od podstaw teatr lalkowy w Paragwaju. Przy tej okazji wynalazł tzw. ożywione drewno.
Podczas swojej pracy politycznej z paragwajską biedotą napotkał problem, jak wytłumaczyć jej pojęcie "rząd marionetkowy". Zaczął więc rzeźbić lalki z drewna. Cóż, lekcje Cimrmana nie satysfakcjonowały naiwnych widzów: "Ministrowie przecież nie są tak mali!" - krzyczeli. Z dnia na dzień rzeźbił więc większe lalki, aż w końcu kupił w fabryce odzieży Peréz kilka manekinów wystawowych. Biedota przywitała te figury z zachwytem.
Niestety, po kilku przedstawieniach "Marionetkowej junty" on i jego pomocnicy byli tak wyczerpani poruszaniem manekinów, że doszło do przełomu. Przełom ów wstrząsnął teatrem lalkowym jako takim. Otóż Cimrman zastąpił manekiny żywymi aktorami i właśnie na nich zaczęto mówić "ożywione drewno". Aktorzy ci byli bez talentu, choć prowadzeni linkami za rękę, poruszali się także o własnych siłach. Dlatego też Cimrman mógł zastąpić prowadzących lalki półprowadzącymi, którzy pracowali za połowę pensji.
Od lat co jakiś czas odnajdują się nowe dzieła Cimrmana i warto zauważyć, że jeśli teksty dramatyczne mają tytuły przeciętne, bez polotu, to
nazwy jego utworów muzycznych zawsze skrzą się od humoru, np. "Jazzuici" (chorał), "Fokstrotyl" (fokstrot), "Fałszywa polędwica" (uwertura dysharmoniczna), "Majonez" (polonez), "Przenikliwy biszkopt" (sonata na dwa flety i piszczałkę). Pojechałem niedawno do Pragi na wykład o dokonaniach operowych Járy Cimrmana.
Do jego pierwszego kontaktu ze światem opery doszło w 1882 roku, kiedy dla Theater an der Wien przygotował fortepianową windę.
Skrócił tym i ułatwił sześciu tragarzom codzienne transportowanie fortepianu z sali prób w suterenie na scenę i z powrotem po schodach.
Strasznie niszczyło to instrument. Rok później napisał już dla tego teatru pierwszy kuplet.
Operę "Proso" stworzył na polu pod Warszawą. We wrześniu 1895 roku ze swoim przyjacielem hrabią Ferdynandem Zeppelinem wylecieli sterowcem do Brukseli. Jednak nieprzyjazny wiatr zepchnął ich aż do Polski. Zeppelin uniknął zderzenia z drzewami, lądując na świeżym ściernisku. Przez to płaszcz sterowca uległ wielokrotnej perforacji. Ponieważ przy wychodzeniu z kosza Jára zwichnął nogę, hrabia zalepiał dziury, a Jára Cimrman wykorzystał przerwę do napisania siedmiogodzinnego fresku operowego "Proso", który zaczyna się od sceny, kiedy pod Glasgow na pustkowiu, w biednej serbskiej rodzinie, rodzi się bogaty hrabia Nikolić.
Dr Jan Hrabeta przedstawił podczas wykładu specyficzny Cimrmanowski sposób zapisu nut. Otóż kompozytor nie używał papieru nutowego. Przez pewien czas interpretowano to wysoką ceną liniowanego papieru w tamtych czasach.
Jára kreślił na papierze gładkim, a pięciolinię miał wyrysowaną na ruchomej podkładce, którą kładł pod arkusz. Z biegiem czasu znawcy ustalili, że powodem nie była wysoka cena, ale kwestia transpozycji. Jednym prostym ruchem przesuwał podkładkę w dół lub w górę i już miał utwór przetransponowany, co ułatwiało pracę muzykom.
Cimrman, w odróżnieniu od wszystkich ówczesnych kompozytorów, nie wykorzystywał w uwerturach ani pobocznych, ani tym bardziej głównych motywów melodycznych. Na przykład w uwerturze do operetki "Knajpa na polance" nie znajdziemy ani jednej muzycznej myśli. Cimrman pracuje tu wyłącznie z muzycznymi pauzami. Tak więc stwarza atmosferę pełną napięcia; stopniuje ją nieustannym przeplataniem elementu oczekiwania i elementu rozczarowania. Jest to przykład jego sławnych "kompozycji frustracyjnych".
Po takiej uwerturze niezaspokojony słuchacz tym łapczywiej wita pełne muzycznie części samej operetki.
W tym kontekście blednie późniejsze (o wiele dekad!) dokonanie Johna Cage'a, który w 1952 roku stworzył sławny utwór 4'33'', znany jako "cztery i pół minuty ciszy" - utwór bez jednego dźwięku.
Nie wszystkie pomysły czeskiego geniusza były jednak udane. Jako librecista chciał osiągnąć doskonałość absolutną, dlatego niepokoiła go kwestia rymu. Rymy dokładne, takie jak "życie - mycie" czy "brała - dała", uznawał za półrymy.
Słuchacz - według Cimrmana - miał prawo do całkowitego współbrzmienia. To doprowadziło kompozytora do teorii rymu absolutnego. Jej fundamentem jest twierdzenie, że rym absolutny można stworzyć wyłącznie przez powtórzenie słowa. Jak w jego operze "Janowice Węglarzowe":
Kochałem dziewczę piękne/ Oczy miała bardzo piękne/ Włosy miała bardzo jasne/ Co dla ludzi było jasne/ Kiedy rano się obudziła/ Wtedy się już obudziła.
Cóż, wymagający słuchacz - jak zauważył prof. Pavel Vondruška - nie obroni się przed poczuciem, że doskonałość rymu osiągnięto tu ze szkodą dla treści.
Za to niewątpliwym wkładem Járy Cimrmana w historię fotografii światowej jest absolutnie oryginalna idea zdjęcia, na którym nic nie widać.
Pecha miał wynalazek zgłoszony w londyńskim Patent Office - bar dla psów (na zdjęciu). Bary te produkowała firma kamieniarska Stones and Sons. W wyniku złośliwości przechodniów szybko zostały usunięte. Ludzie bowiem w nocy masowo nalewali do nich alkohol.
Miejsce na tę skromną prezentację geniusza wszech czasów się kończy.
Odnotuję jeszcze, że nie bez powodu odsłonięto niedawno w Sudetach w miasteczku Tnavald pomnik Cimrmana, na którym nie można go zobaczyć. Jest to bowiem "Jára Cimrman we mgle".
  • CZĘŚĆ 2: Jára Cimrman w realu
Nie ma Czecha, który by nie wiedział, kim jest Jára Cimrman, chociaż nie istnieje i nigdy nie istniał. To geniusz wymyślony. Jednak naród czeski otacza go kultem.
Oto sześć elementów, bez których trudno zrozumieć ten fenomen.
Po pierwsze: garść prawdy.
Teatr Járy Cimrmana na Żiżkowie rzeczywiście działa, a kolejki po bilety rzeczywiście ustawiają się od rana.
Wystawa w Muzeum Narodowym naprawdę się odbyła i naprawdę została otwarta w dzień patrona Czech.
Patriotyczny spektakl "Czeskie niebo" (rękopis rzekomo znaleziony w cukrowni) miał premierę dokładnie w 90. rocznicę powstania Czechosłowacji, w 2008 roku.
W 2009 roku ukazało się pełne wydanie wszystkich dramatów Járy Cimrmana i wykładów o nim (z którego zaczerpnąłem część powyższych informacji).
W 2010 roku bardzo efektownie (i drogo) wydano faksymilia odnalezionych dokumentów i zapisków geniusza.
Cimrman ma swoje ulice w Brnie, w Ołomuńcu i w czterech innych miejscowościach. Jest też nabrzeże Járy Cimrmana w Lipniku, który w ogóle nie leży nad wodą.
W 2005 roku Czesi wybierali największego Czecha w ogólnonarodowym konkursie na licencji BBC. Telewidzowie mogli głosować, na kogo chcą. W półfinale okazało się, że wygrywa Jára Cimrman. Telewizja czeska wydała oświadczenie, że zgodnie z zasadami konkursu nie może w nim startować osoba nieistniejąca. Liczba ataków, głosów krytycznych i listów, jakie musiała po tym na siebie przyjąć, była niespotykana. "Najważniejsze, że Jára Cimrman istnieje w naszych głowach" - napisał jeden z telewidzów.
BBC Worldwide oznajmiło, że konkurs ma na celu dyskusję, co jest fundamentem wielkości i jak się do tego fundamentu ma spuścizna danego bohatera narodowego oraz jego cechy. A postać wymyślona nie ma własnych cech - ma tylko cechy, które ktoś dla niej wymyślił. Cimrmana usunięto więc z dalszej rywalizacji. (Konkurs wygrał cesarz Karol IV, który wygrał także plebiscyt niemiecki).
To naprawdę unikat - napisał w "Lidovych Novinach" Vladimír Just, znany eseista i krytyk teatralny - modelem identyfikacyjnym z historii jest dla wielu Czechów mistyfikacja literacka.
"-Największy Czech to fikcja - powtórzył zadowolony kioskarz, u którego kupowałem tę gazetę. - I co z tego? Zawsze, proszę pana, kluczyliśmy, szwejkowaliśmy. Cimrman jest dla nas dobry, bo nie musimy stykać się z prawdą. A upieranie się przy prawdzie od czasów Habsburgów nie wychodziło u nas nikomu na dobre."
Po drugie: pomysł.
"Oszustom", czyli twórcom Járy Cimrmana, do głowy nie przyszło, że ich pomysł wytrzyma z sukcesem ponad 40 lat. Byli przekonani, że już druga sztuka, jaką napiszą w imieniu Cimrmana, będzie ostatnią.
Kiedy w programie radiowym - podczas "transmisji" z nieistniejącej bezalkoholowej winiarni Pod Pająkiem w 1966 roku - ogłosili, że oto odnaleźli pozostałości po wielkim geniuszu, wielu dało się nabrać.
Ladislav Smoljak (zmarły niedawno reżyser filmowy i aktor, obok Zdenka Sveráka jeden z głównych twórców fenomenu) tłumaczył, że wszystkie żarty i informacje o Cimrmanie mają być zawsze balansowaniem na granicy wiarygodności.
Dowcipy te nazywał dowcipami z opóźnioną eksplozją. Niewinne zdania, które "udają zdania normalne, wślizgują się do głowy widza i eksplodują dopiero w nim". Czytamy o geniuszu i trzeba sekundy, dwóch, żebyśmy złapali, że przecież w biednej serbskiej rodzinie nie może urodzić się bogaty hrabia Nikolic.
Jirí Šebánek, jeden ze współpomysłodawców, którego drogi ze Smoljakiem i Sverákiem rozeszły się dość szybko, preferował - jak mówił Smoljak - zbyt czarny humor. Rozgłaszał na przykład, że geniusz powoli pozbawiał się swoich organów wewnętrznych i w końcu chodził po świecie jako pusta cielesna skrzynka. Zaś Cimrman, uważali koledzy, nie może przy pierwszym wrażeniu wydawać się nieprawdopodobny.
Po trzecie: mistyfikacja jako gatunek narodowy (użyję pojęcia krytyka Justa).
W 2009 roku rzeźbiarz David Cverný wystawił w Brukseli głośną instalację "Entropa" na temat narodowych stereotypów w Europie. Rząd czeski zapłacił za udział 27 europejskich artystów w tym projekcie, ale szybko okazało się, że całe dzieło powstało w pracowni Czecha, zaś twórcy, ich życiorysy i strony internetowe zostały sfingowane.
W 2003 roku dwóch filmowców stworzyło wielką kampanię reklamową nieistniejącego supermarketu Czeski Sen i nakręciło antykonsumpcjonistyczny w swojej wymowie film o Czechach, którzy dali się nabrać na reklamę.
W 1911 roku Jaroslav Hašek (pięć lat przed powstaniem dadaizmu) stworzył fikcyjną Partię Umiarkowanego Postępu (w Granicach Prawa). Partia miała udawane mityngi wyborcze i fikcyjnych kandydatów. Przemówienia, odezwy i dokumenty partii to cały tom książki, z rozprawą przewodniczącego Haška "Największy pisarz czeski Jaroslav Hašek" na czele.
W 1817 r. czeski badacz Václav Hanka sfabrykował, a potem "znalazł" w mieście Dwór Królowej nad Łabą rękopis z XII wieku. Opiewano w nim wierszem zwycięstwa Czechów nad różnymi najeźdźcami. (Potem cudownie znalazł się jeszcze następny rękopis). Oba posłużyły do budowania tożsamości nie tylko czeskiej, lecz także słowiańskiej, miały być dowodem, że naród czeski wcześnie osiągnął wysoki stopień kulturowego i literackiego rozwoju.
Ponad sto lat trwała walka przeciwników i zwolenników rękopisów. Kto ośmielił się uznać je za falsyfikat, natychmiast był izolowany społecznie, opuszczony i szykanowany. Taki los spotkał sławnego czeskiego księdza, patriotę i językoznawcę Josefa Dobrovskiego, bo napisał: "Nie mamy prawa szczycić się skłamaną historią. Wystarczy nam to, co w niej jest prawdziwe. Kłamstwa zostawmy tym, którzy oprócz nich nie mają nic innego".
Po czwarte: popyt.
W pierwszym zdaniu ważnej czeskiej książki eseisty Josefa Jedlicki "Czeskie typy albo Popyt na naszego bohatera" (1992) czytamy, że czeska literatura nie ma żadnego bohatera z prawdziwego zdarzenia. Można ją przeorać na wszystkie sposoby, a nikogo w typie Rolanda, Parsifala, Robin Hooda, Tarasa Bulby czy Don Kichota się nie znajdzie. Oczywiście istniał św. Wacław, Hus czy Żiżka, ale są to postacie historyczne, a szukamy kogoś, w kogo można wlać standardowe wspólne wyobrażenie bohatera.
Cimrman jest więc, być może, wynikiem frustracji.
Po piąte: znaczenie Járy Cimrmana.
Celnie wyraziła to najbardziej znana w świecie czeska dokumentalistka Helena Teštíková.
Jako świeża absolwentka szkoły średniej z komunistycznej Czechosłowacji wyjechała do luksusowej willi na przedmieściach Bonn jako opiekunka do dzieci. Przeżyła szok, gdy po raz pierwszy w życiu zobaczyła zmywarkę do naczyń. Chciała swoim gospodarzom opowiedzieć o życiu kulturalnym Pragi, o filmach i spektaklach.
"Pierwsze nieporozumienie nastało - napisała niedawno w swoim blogu - kiedy usiłowałam opowiedzieć o niealkoholowej winiarni Pod Pająkiem i objawieniu naszego narodowego geniusza Járy Cimrmana.
Nie mogli zrozumieć, dlaczego taką osobę adorujemy, podziwiamy i z czego się śmiejemy. Wtedy właśnie poczułam swoją samotność. Po pewnym czasie doszła niechęć do miejsca, w którym się znajdowałam. Żadna zmywarka nie mogła wypełnić poczucia pustki, nudy, braku inspiracji i nieporozumienia".
Do tego przyszedł sierpień 1968 roku, wojska Układu Warszawskiego najechały Czechosłowację. Jej gospodarze zaproponowali, żeby została w Niemczech na stałe. "Nie, stokroć nie - mówiłam sobie. W kraju, gdzie do każdego dania musi być inna serweta, gdzie myśli się, że największym przejawem ludzkiego ducha jest auto marki Mercedes, a nie rozumie się Cimrmana, żyć nie będę!
W luksusowej kuchni oglądałam telewizję i widziałam radzieckie czołgi na ulicach Pragi. Za każdą cenę do domu! Mogę z czystym sumieniem potwierdzić, że geniusz Jary Cimrmana swoim magnetyzmem przyciągnął mnie z powrotem do ojczyzny".
Niedawno korespondent czeskiego radia w Warszawie Petr Vavrouška spytał, dlaczego tyle mówimy w Polsce o patriotyzmie. Obserwował ubiegłoroczne kampanie wyborcze w Czechach i w Polsce. - W Polsce - powiedział - każdy polityk z każdej opcji mówił o patriotyzmie. W Czechach - żaden. Czego wy, Polacy, tak się boicie?
Być może, proszę państwa, uwielbienie dla Járy Cimrmana - w kulturze, gdzie tak mało mówi się o miłości do ojczyzny i niechętnie to uczucie nazywa - to forma patriotyzmu.
Po szóste: jedna odpowiedź.
Pytam Czechów o ich geniusza przy różnych okazjach. - Jak możecie wierzyć w kogoś, kto nie istnieje?
"-Ale to zupełnie tak jak u was, w katolickiej Polsce, prawda?"
źródło: http://wyborcza.pl/7,161389,22871277,falszywa-poledwica.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


Jak być SZCZĘŚLIWYM (Równowaga w życiu) Jak być odważnym w życiu Rozmowy niedokończone: Jak być szczęśliwym w życiu? Jak znaleźć w życiu cel i pasję? Rozmowy o rodzicielstwie - Złość JAK OSIĄGNĄĆ WYŻSZY POZIOM OBECNOŚCI I KONCENTRACJI (w codziennym życiu) By Nie Być W Życiu Sam - YouTube

Jak dojrzały mężczyzna okazuje zainteresowanie kobiecie ...

  1. Jak być SZCZĘŚLIWYM (Równowaga w życiu)
  2. Jak być odważnym w życiu
  3. Rozmowy niedokończone: Jak być szczęśliwym w życiu?
  4. Jak znaleźć w życiu cel i pasję?
  5. Rozmowy o rodzicielstwie - Złość
  6. JAK OSIĄGNĄĆ WYŻSZY POZIOM OBECNOŚCI I KONCENTRACJI (w codziennym życiu)
  7. By Nie Być W Życiu Sam - YouTube

Jaką złości pełni rolę w naszym życiu i czemu trudno towarzyszyć dzieciom w złości? Jak dzieci mogą wyrażać złość w dojrzały sposób? Na te i inne pytania odpowie Agnieszka Stein. WYGRYWAJ W ŻYCIU NAWET WŚRÓD TOKSYCZNYCH LUDZI - Duration: ... Jak obudzić w sobie niekończącą się motywację i chęć do życia ... JAK BYĆ KOCHANYM I ZARABIAĆ WIĘCEJ ... 'Wierzę'. Paweł Lisicki i Marek Miśko: Sąd czeka nas wszystkich – polityków, gwiazdy, nawet biskupów - Duration: 1:13:00. wSensie.tv 43,402 views Czy warto w życiu ryzykować i być odważnym ? Tego wszystkiego dowiesz się z dzisiejszego wideo. Opowiadam o tym czy życiowa pewność siebie popłaca i jak się tego nauczyć. Provided to YouTube by Sony Music Entertainment By Nie Być W Życiu Sam · Michal Bajor Kolor Cafe. Przeboje włoskie i francuskie ℗ 2019 Sony Music Entertainme... Jak znaleźć w życiu cel i pasję? To jedno z najczęściej zadawanych pytań. Gdzie ich szukać i w jaki sposób? Odpowiedziałam już raz na to pytanie w filmie 'Pasja i cel' zamieszczonym w ... Szczęście to ciężki temat. Nie mogę powiedzieć 'rób to i to a będziesz szczęśliwy' Za to co mogę zrobić jest udowodnić Ci że w życiu równowaga jest istotna. ...